środa, 16 maja 2012

popołudniowe z córkom rozmowy ;)

Z uwagi na zbliżający się remont i malowanie pokoju przykleiłyśmy kilka naklejek na ścianę, które nieumyślnie sprezentowała dziecku chrzestna. Przynajmniej taki był plan, że nakleimy na ścianę, bo skończyło się na łóżku, ale mniejsza o to. Dziecię moje jakby mogło, to by obkleiło cały pokój zwierzątkami petszop i heloł kiti. Na szczęście u mamusi odrobina rozsądku jeszcze została i dziecię powstrzymała.
- Zostaw sobie kilka naklejek na potem, będziesz miała swoje biurko, szafkę, to sobie tam nakleisz, nie zużywaj wszystkich na raz, bo nawet się nie zmieszczą.
- To ja będę miała biurko? I piętrusa?
- Tak kochanie. Idziesz do szkoły, więc musisz mieć miejsce dla siebie, do nauki.
- I będę miała swoje biurko?
- Tak.
- Z komputerem?
- No nie. Bez komputera.
- Czemu bez komputera? Kup mi komputer! Przecież idę do szkoły...
- A po co mam ci z tego powodu kupować komputer?
- Żebym sobie sprawdzała.
- Co sprawdzała?
- No na którą mam.
- Gdzie?
- No na komputerze! będę sprawdzała
- Ale na którą masz gdzie? Co chcesz sprawdzać?
- Noooo, yyy, autobus będę sprawdzała, jak będę szła do szkoły...
- Do szkoły masz dwa kroki i będę cię zaprowadzać. Komputer nie służy do "sprawdzania". Jesteś jeszcze dzieckiem, nie umiesz czytać ani pisać, nie będę ci kupowała kompa, bo chcesz. Jak użyjesz argumentów "potrzebny mi do nauki, będę pisała pracę, potrzebuję go do projektu" - wtedy porozmawiamy. I zapowiadam - komórki też ci nie kupię.
- ałeee! Czemu mi nie kupisz komórki?
- A po co ci teraz komórka?
- żebym do ciebie dzwoniła, jak będę w szkole, albo ty do mnie....
- W szkole się nie dzwoni, tylko uczy.
- Na przerwie będę dzwoniła. No i Franek ma komórkę już... Będę dzwoniła, żeby ci powiedzieć, że skończyłam, żebyś mnie zabrała.
- W szkole się nie używa telefonów. Ja będę wiedziała, gdzie ty jesteś i co robisz. Jak skończę pracę, to cię odbiorę. Komórka to też nie zabawka i to że Franek ma, to nie jest powód, żebyś ty miała też.
I tak oto rozmowa się zakończyła, małym krótkim fochem, bo mama nie kupi komórki 7-latce... W d...ch się za przeproszeniem,  chyba obecnym dzieciom poprzewracało... Jak myśmy przeżyli dwa tygodnie na kolonii nad morzem, bez telefonu, maila i skypa?????? Survival!!!

24 komentarze:

  1. oj, tak ... a najczęstszym argumentem jest: bo Ania, Kasia, Franek ma :) niektórzy rodzice kupują, bo "niech ma..." stać ich... a że telefon służy potem takiemu dziecku tylko do grania?... a później mamy dzieci, które uważają, że im się wszystko należy z urzędu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No więc moje będą poszkodowane przez los i przez rodziców, bo nie będą miały z urzędu :) Urząd nie wydał pozwolenia na zakup sprzętu ;)

      Usuń
    2. a co urząd będzie potrzebował do wydania zgody? podanie, trzy zdjęcia i akt urodzenia? :))

      Usuń
    3. Urząd się zastanowi jeszcze i podejmie decyzję w swoim czasie. Aż podanie nabierze mocy urzędowej ;)

      Usuń
    4. oho... widzę, że to może trochę potrwać :)

      Usuń
  2. Trzy tygodnie kochana !!!
    W ogóle kiedyś dostałam świetna prezentację jak żyliśmy w szczęściu i błogiej nieświadomości(było o wychowaniu i zabawach)hehe...koniecznie muszę poszukać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i trzy... nie wiem, bo jakoś miałam "pecha" do kolonii... Na pierwszą nie pojechałam, bo złamałam rękę na 1,5 tygodnia przed, a na drugiej wylądowałam z zapaleniem płuc i oskrzeli w szpitalu i też mi jakoś ponad tydzień uciekł... Ale przeżyłam! Bez telefonu, bez komputera, bez walkmena!!! Dzisiaj nie wszyscy pamiętają, co to w ogóle jest :)))

      Usuń
    2. no żyło (i przeżyło..) się bez tych udogodnień... ale teraz, sama muszę się przyznać, że jak Młody wychodzi z domu, to ja zawsze pytam, czy wziął telefon... (bo Młoda to bez telefonu nawet do łazienki się nie rusza, a nuż ktoś sms-a właśnie napisze??..) choć, tak naprawdę, to w razie czego, i tak wiem tylko tyle ile sam mi powie... przecież może powiedzieć, że jest tu czy tam a być całkiem gdzie indziej... i tyle z mojej kontroli :)

      Usuń
  3. A co ja się tak rozjechałam??;D Jak pisałam takich odstępów nie było!!!!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spacyjek paru nie wstawiłaś kochana :)

      Usuń
  4. i w tym miejscu powiem coś co mnie denerwowało jak byłam dzieckiem i rodzice to do mnie mówili "bo to były inne czasy" ... żyliśmy bez wielu rzeczy nie tylko komórek i komputerów, mój syn nie może pojąć, ze były kiedyś tylko dwa kanały w TV i to jeszcze przerywali program w środku dnia ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaktualizowana wersja obozu przetrwania dla młodzieży - tydzień pod namiotem, najlepiej w lesie, bez zasięgu, komórek i komputerów :) Czas wolny do zagospodarowania według własnego uznania. Ciekawe, kto przetrwa?

      Usuń
    2. Założę się, ze wszystkim by się spodobało :-)

      Usuń
  5. To nie dzieciom się poprzewracało w głowach, ale rodzicom tych dzieci. Niestety! A to wszystko wywodzi się z kompleksów wyniesionych z tamtych czasów: Niech widzą,że nas stać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe. W każdym razie nie akceptuję takiego podejścia i staram się przekazać to dzieciakom. Dla mnie tłumaczenie, że on ma to ja też chcę, nie jest dla mnie argumentem :)

      Usuń
  6. Masz rację ...ja też nie mam pojęcia jakim cudem udawało mi się kiedyś przetrwać obóz, czy kolonie, będąc całkowicie niemal odciętą od świata! I jeszcze sprawiało mi to radochę;-) Pogięta jacyś byłam, czy cóś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy byliśmy jacyś pogięci :D

      Usuń
  7. A wiecie,że moje dzieci uwielbiają opowieści o tym jaką kiedyś mieliśmy szkołę przetrwania?
    O butach, czekoladach,szynce na kartki(i innych rzeczach), o wyrobach czekoladopodobnych -kiedyś dodali do jakiejś gazety , komisyjnie podzieliliśmy,żeby każdy mógł spróbować
    (a my przypomnieć, bleee), o tym, że w ramach oszczędności wyłączali prąd!!!i że trzeba było stać w kolejkach za kawą, margaryną i pomarańczami, które zresztą były przed świętami;)
    I pokazywałam moją kartę ciąży jak czekaliśmy na Juniora z wpisem dokumentującym zakup trzech śpioszków(białe z rysunkiem motylka, autka i czegoś jeszcze):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, ja pamiętam te pomarańcze - miało się 1 czy 2 i dzieliło między rodzeństwo :) Albo te trójkątne wafelki prince polo, takie oryginalne. A kiedyś dostałam w paczce od dalekiej ciotki z indonezji banany - nie chciałam jeść! Nie smakowały mi :))) Do dzisiaj nie pieję z zachwytu nad bananami.

      Usuń
  8. Oj tak - ja też pamiętam, jak używałam argumentów "ktoś ma a ja nie". ;)
    Tylko u nas to nigdy nie działało, my za to mieliśmy wycieczki z rodzicami, do innego miasta do "wielkiej" restauracji, na lody, do lasu, w góry, jeździliśmy na wycieczki rowerowe, graliśmy w gry i spędzaliśmy czas...a inne dzieci tego nie miały. Żadne z moim koleżanek i kolegów nie miało takich atrakcji. ;)
    Z perspektywy czasu wiem, że lepiej na tym wyszliśmy i mam nadzieję, że moja córka też takie rzeczy doceni. Po latach, bo ja do przedszkola też żadnej komórki nie kupię a jak pójdzie, to już pewnie będzie standard. :P

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. No cóż, każdy musi przez to przejść, nie ma zmiłuj :))) Nikogo dzieci nie oszczędzają. Ja swojej Juniorce komputer i komórkę kupiłam dopiero wtedy, kiedy rzeczywiście była potrzebna. I nie dałam się złamać na "inni już mają"

    OdpowiedzUsuń
  10. Tak, poprzewracała dzieciątkom technika w d...ach ;-)
    Trzeba siły psychicznej rodziców i konsekwencji, by to wszystko stało się bliższe normalności, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim konsekwencji. Staram się jak mogę wpoić młodej, że posiadanie czegoś przez innych nie jest dla mnie wyznacznikiem i powodem do zakupu. Wczoraj wymyśliła, że chce MP3, bo ja mam...... Więc jak widać - moje apele i nauki nie poszły w las :P

      Usuń