piątek, 31 stycznia 2014

jest taka sprawa...

... że szukam dla siebie spodni narciarskich. Wymagania: ciepłe, na wzrost 170-175 cm, nieprzemakalne, niezniszczone przesadnie (= nadające się nadal do użycia), kolor w sumie obojętny, choć preferowany jest szary, beżowy, czarny, brązowy (czerwony lub niebieski będzie się zajebiaszczo gryzł z posiadaną kurtką). Jeśli ktoś posiada zbędną sztukę takowej odzieży i chciałby sprzedać - proszę o taki sygnałek, zgłoszenie chęci sprzedania w komentarzu :)
Póki co używam spodni męża, jak on ich nie używa ;) fajnie byłoby mieć własne. Miałam kapitalne, ale z powodu, iż zakupu dokonałam przed ciążą, jakby to ująć.... wyrosłam z nich, głównie na szerokość ;)

czwartek, 23 stycznia 2014

o co kaman???

Muszę przyznać się do czegoś... Obejrzałam teledysk Nataszy Urbańskiej... I Michała Wiśniewskiego też...
Jestem pod nieustającym wrażeniem tej "twórczości". Chyba można by użyć słowa "sztuka"?.
Według wikipedii, sztuka to dziedzina działalności ludzkiej uprawiana przez artystów. Nie istnieje jedna spójna definicja sztuki, gdyż jej granice są redefiniowane w sposób ciągły, w każdej chwili może pojawić się dzieło, które w tejże definicji się nie mieści.
I trudno się nie zgodzić! Ani rolowanie, ani filiżanka, nijak mi się nie mieszczą, tyle, że ja się mogę nie znać, gdyż marny ze mnie odbiorca sztuki.
Ponoć pani Natasza chciała wyśmiać obecne czasy, pęd za lajkami, imprezowanie i robienie z siebie koncertowych słodkich idiotek. Przynajmniej tak to tłumaczy po wywołaniu niezłej burzy w necie.
Niedawno taką burzę wywołał utwór "Słowianie", ale nie wiedzieć czemu - zdecydowanie go wolę, od opisanych powyżej. Ambitny to on też nie jest, ale tutaj przynajmniej ironia jest widoczna od razu i nie trzeba wszystkiego wyjaśniać w telewizjach śniadaniowych. A kawałek podoba się również zagranicą. Co więcej! Rozumiem słowa piosenki! Nie potrzebuję translatora, wyjaśnień, słyszę wyraźnie, co pani Cleo śpiewa! Jeśli mam być szczera, to wolę, żeby nas Słowianie promowali u naszych sąsiadów, niż Rolowanie... Bowiem po wysłuchaniu kawałka pani Nataszy czułam się jakbym doznała "braindemolejszyn"(R)*.

I tak, będąc na fali nowopoznanych utworów, postanowiłam napisać piosenkę o zimie na podkarpaciu, której do niedawna nie było. Jak na mój gust - tekst nie jest gorszy od promocji porcelany i dobrej zabawy na imprezie. Brzmi on tak: (śpiewać na nutę "huhu ha, nasza zima zła", wersja rozszerzona)

Huhu Ha! huhu ha! Nasza zima zła!
leje deszczem, mrozi lodem,
źle się jeździ samochodem!
źle się chodzi chodnikami!
lud wywija kulasami!
śniegu! – woła, śniegu! – krzyczy
na saneczki! – dziecko ryczy
a tu ni ma, błotne górki…
zima leci sobie w kulki…
Huhu Ha! huhu ha! Nasza zima zła!

* wszystkie prawa zastrzeżone, słowo mojego autorstwa

środa, 22 stycznia 2014

zakręcona

Wysłać przesyłkę, zapakować paczkę, dokończyć szalik, kolacja! nie spalić mleka, ogarnąć ciuchy, spakować dziecko na wyjazd, zadzwonić do babci z życzeniami, wyjąć mięso na obiad z zamrażalnika, MLEKO!!!, zważyć paczkę i zmierzyć, zapłacić, aa, jeszcze rachunek za prąd (5 dni spóźnienia z tytułu sklerozy), pranie wyjąć z pralki, telefon od ciotki i babci (życzenia), wstawić drugie pranie, MLEKO!!!!! Kurde, źle nadałam przesyłkę.... dzie się to poprawia? doopa, nie da się! Sąsiadko, jesteś jutro w domu? Dasz paczkę kurierowi? Kurna chata, wiedziałam, że spalę mleko!

Chciałam również donieść, że na podkarpacie dotarła jakaś zima. W dniu dzisiejszym uświadczyłam ok. 1,5 cm śniegu - pierwszy taki trwalszy opad o tej porze roku (rozmemłanej wody z domieszką śniegu sprzed niemal 2 miesięcy nie liczę, bo trwała tylko 2 godziny).

prywata:
http://tablica.pl/oferta/zimowy-kombinezon-mariquita-r-74-CID88-ID4JB5h.html

poniedziałek, 20 stycznia 2014

a to było tak...

W sobotę, po zaaplikowaniu sobie antybiotyków (trzeci nawrót zatok po świątecznym przeziębieniu to lekkie przegięcie), dostałam po 13-tej telefon z pytaniem, czy mam ochotę iść na mecz. Co jak co, ale mi nie trzeba dwa razy powtarzać - koszulka na grzbiet i lecimy. Szczególnie, że mecz ze Skrą. Oprawa meczu - wyjątkowa. Kibice - genialni. Mecz - 3:0!!!!  W ten oto sposób biało czerwony walec rozjechał żółto czarną pszczółkę!


Dla zainteresowanych - ze zdjęć zawodników został ułożony napis "Wszyscy jesteśmy Resovią!" w kilku językach.

środa, 15 stycznia 2014

syndrom dnia poprzedniego

...to taki stan, kiedy wkurw niby w większości opadł, niby równie pochyła w wygórowanych emocjach i nastrojach, ale jeszcze nie do końca poziom "zero". Człowiek łazi lekko zdołowany, ciut przybity, zastanawia się, ile procent winy jest po jego stronie, a ile po tamtej. Zamiast się wyciszyć do końca, jeszcze jakieś argumenty się po głowie tłuką, zamiast iść w kąt. Niby "było - minęło, jest ok", a nie jest jeszcze. Taki kac po awanturze, w sumie z błahego powodu. A jednak. Z drugiej strony - może to dobrze czasem wyładować emocje, bo ileż można je w sobie cisnąć? Tylko ten syndrom dnia poprzedniego... może popołudniu minie.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

słów kilka o pomaganiu

W świetle jeszcze brzmiące Orkiestry tak mi się wykluł post. O pomaganiu. O wszelkiej maści fundacjach. Itepe, itede.

Orkiestra. Od razu mówię, że "daję", zawsze, co roku wrzucam jakiegoś "piątaka", czy "dyszkę". Zawsze. Czemu? Bo uważam, że warto. Jeśli mogę w taki sposób pomóc, to czemu nie. Moje dzieci miały wykonane badania słuchu, Młody nawet usg nerek. Młoda, tuż przed operacją usuwania migdałów - jeśli się nie mylę - również miała badany słuch - i również chyba widniało tam serduszko. Na szczęście nie miałam "okazji" sprawdzić innego sprzętu, który zakupili, może poza pompą podającą Młodemu leki w szpitalu. Jeśli udało im się uratować choć jedno małe życie - chwała im za to. Niech grają! Niech się minister zdrowia schowa, niech nam inne państwa zazdroszczą!
Czytałam dzisiaj o propozycji stworzenia algorytmów dla dyspozytorów pogotowia - te stworzone przez "bandę Owsiaka" również napotykają opór i niechęć. A nie dalej, jak w sobotę, byłam świadkiem sytuacji, że dyspozytor czekał z wysłaniem karetki ponad 30 minut, bo istniało podejrzenie, że człowiek, który spadł ze schodów i jest nieprzytomny, jest również pod wpływem alkoholu, więc karetkę wezwać może jedynie policja, która nie wiadomo kiedy dojedzie... Policja, która dojechała po nieskończenie długim czasie (z punktu widzenia rannego) była zaskoczona, że nie ma karetki i zapytała się nas, świadków, czemu jej nie wezwaliśmy. Na co ja, jednostka dość bezczelna i asertywna, odpowiedziałam, że i owszem, była wzywana 4 razy, ale nie przyjedzie, dopóki panowie jej nie wezwą i nie potwierdzą, że jest potrzebna, bo dyspozytor jest tępy.

Fundacje typu TVN" czy "Polsta" - jak mogę, to na tych samych zasadach, co przy orkiestrze - pomagam. Mały sms mnie nie zbawi.

Fundacje DKMS i inne namawiające do zostania dawcą - tutaj świadomie, póki co, odmawiam. To znaczy, jeśli mam możliwość wesprzeć za pomocą sms lub zbiórki - to to zrobię. Ale nie robię badań w kierunku zostania dawcą. Może się zastanawiacie czemu? A temu, że decyzję o wykonaniu takich badań należy podjąć świadomie, mając na uwadze korzyści i ograniczenia. Korzyści - no oczywiście, można komuś życie uratować. Ale ja mam również pewne ograniczenia, które mogą spowodować, że w czasie, gdyby jakimś trafem mój szpik był potrzebny, ja będę zmuszona odmówić. Mam słabą odporność, częste i nawracające infekcje oraz małe dzieci - nie jestem na razie na tyle dyspozycyjna, żeby "ryzykować" zostanie dawcą. Odkładam to na razie na przyszłość. Nie wykluczam, ale odsuwam w czasie. Świadomie.

piątek, 10 stycznia 2014

dialog z gatunku "bez sęsu"

rozmowa lekko niekontrolowana :)

- prześlę Ci również ciuszki po córce; śpiochy, spodenki, kaftaniki, skarpetki, duperele wszelkiej maści; a Ty dasz je osobom wedle swojego uznania
- jak będą dobre
- ale to będą małe rzeczy; niemal niemowlęce; masz znasz kogoś z małym dzieckiem?
- yhy; własnie dziewczynkę; ma chyba miesiąc
- chyba, że sama sobie zmajstrujesz dziewczynkę, to sobie zatrzymaj
- uderzyłaś się w głowę????????????
- niee, a co?
- wypluj to słowo!
- wiatr wieje mocno i mnie nieco boli
- ???
- więc sobie zapodałam drugą już *** (cenzura, nie można robić kryptoreklamy) i liczę, że przejdzie; no głowa; o głowie gadamy i takich tam; chyba, że to skutek pieprznięcia się jeszcze w listopadzie..... w tą głowę; dobrze przygrzałam wtedy... może coś przeskoczyło.... ale nie sądzę, jest okej; więc...
- to zapomnij o kolejnym dziecku u mnie!
- jak sobie zmontujesz z *** (cenzura) jakąś Hanię, to sobie zostaw
(...) - cenzura - zresztą tu było przez moment normalnie, więc nuuuda
- dobra, idę coś zjeść, nie wiem, co, bo chleba brak... może masło z dżemem?
- poproszę dwie;)
- masła z dżemem?
- chleb mam:)))
- mogę jeszcze wyjeść dziecku biszkopty....; daj chleba, to Ci kromkę zrobię; z dżemerem; miód mam jeszcze dobry, tylko nie mam na co położyć
- ok, dam Ci w zamian chleba na górkę;)
- kurde, wszystko przez księdza; a skąd wiesz, ze mieszkam na górce?
- zjadł chleb?
- nie, przyszedł; tylko za późno; i nie wyszliśmy do sklepu, "bo ksiądz idzie"; jak u DD; a jak przyszedł, to na 5 minut; ale... do sklepu nie zdążyliśmy, na zumbę nie zdążyłam; dupa nie kolęda; wpadł, ojczenasz i tyle go widzieli
- aha;/ ;)) napisz list do biskupa, że nie jesteś zadowolona
- ooo, widzisz; i poproszę o ponowną kolędę; a w ramach rekompensaty - zmiany księdza
- na młodszego?
- i niech oni mi kopertę dadzą - dobrze, że koperty u nas nie biorą; nie zdążyłby złapać w biegu :)