Zawsze mówię i powtarzam, że o polityce nie chcę się wypowiadać, bo ani się na niej dobrze nie znam, ani mnie ona nie kręci. Jednak ostatnio obudziła ona we mnie pewną ciekawość... Wiadomo - taśmy prawdy mam na myśli. W związku z nimi pojawiła się we mnie właśnie taka zwykła ludzka ciekawość, jak i co to teraz będzie.
Rozumiem, że polityk, zwłaszcza ktoś taki jak Radosław S., jest niemal ciągle "w pracy". No ale... polityk też jest człowiek, chociaż o niektórych można by rzec, że im bliżej do świni przy korycie. Ale ja jestem osoba łaskawa i będę ich, tych polityków różnych, przyrównywać do ludzi jednakowoż. Taki polityk-człowiek to w sumie chyba ma jakieś prawo do prywatności, nie?
I teraz tak sobie myślę... jeśli okoliczności tych "nagrań" były takie, że oni sobie wygłaszali swoje osobiste zdanie w czasie prywatnym, to mimo bycia politykami, uważam, że wykorzystanie ich prywatnych opinii jest nie do końca zgodne z prawem. Opinię tą opieram na swoich własnych doświadczeniach. Gdyż... To, co robię w pracy mogę skomentować w swoim wolnym prywatnym czasie jak mi się żywcem podoba. W pracy zachowuję pełen profesjonalizm, poza pracą również uważam, co i do kogo mówię (świat jest w końcu mały i nie wiadomo, kto mnie usłyszy), ale mimo wszystko - to są moje prywatne zasrane poglądy i nikomu nic do tego, jeśli w pełni profesjonalnie wywiązuję się ze swoich służbowych obowiązków. Owszem, zgadzam się, że nie wszyscy mają taki komfort, są zawody, w których "uważam, co i do kogo mówię" obowiązuje dużo bardziej niż mnie, szarego obywatela. Do tych zawodów zalicza się również polityk. Ale są pewne granice przyzwoitości.
Nurtuje mnie również, ile z tych "nagrań" zostało przedstawionych na zasadzie wyrwania z kontekstu. Bo przecież nie wiemy, jakie bohaterowie afery mieli zamiary, intencje, itp.
Co wzbudziło moją ciekawość? Otóż to, kto to nagrywał i w jakim celu. Kto wietrzył w rozdmuchaniu tej afery tak duży zysk, że zaryzykował tak wiele, łącznie z nadużywaniem prawa. I że ujawnił to teraz, a nie miesiąc temu, czy za miesiąc, za pół roku. Zdaję sobie sprawę, że o wielu mechanizmach nie mam pojęcia. Polityka to gra i biznes zarazem. Wszystko ma drugie, jak nie trzecie dno. Jest to bagno, w którym można utonąć. Ciekawi mnie, kto tym razem to bagienko zaczął mącić.
wtorek, 24 czerwca 2014
piątek, 20 czerwca 2014
...
Nareszcie.... Upragniona chwila spokoju...
Wyszłam na chwilę z domu, nikt niczego ode mnie nie chce, przynajmniej przez parę godzin. W pracy względna cisza i spokój, również.
Z tyłu głowy ciągle tłucze się myśl, że nie wszystko jest różowe, kolorowe, że problemy nadal nie są rozwiązane. Oraz, że nie znikną, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ale dzisiaj, teraz, jej nie dopuszczam. Mam chwilę ciszy... Jest moja i nie popuszczę.
Można komuś regularnie podcinać skrzydła, ale one odrastają i znowu można latać. Zastanawiam się, czy jeszcze może być jak dawniej... I czy przede wszystkim chcę, żeby tak było. Jak się dowiem, to odpowiednio się przestawię i wejdę na odpowiednie tory. Na razie daję sobie czas. Tyle, ile mi potrzeba. Zauważyłam również przyrost oślego uporu. Nie popuszczam.
Za tydzień urlop. Nie mam pojęcia, jak to będzie... czy się uda go w pełni zrealizować... nie chcę na razie o tym myśleć.
Jestem zmęczona walką ze wszystkim. Boję się, że mi moc spada. Chociaż dokładam wszelkich starań, aby tak nie było.
Mam wrażenie, że stres łazi za mną krok w krok i nie chce się drań odczepić. Ale jemu też dołożę i przegonię. Kiedyś.
Wyszłam na chwilę z domu, nikt niczego ode mnie nie chce, przynajmniej przez parę godzin. W pracy względna cisza i spokój, również.
Z tyłu głowy ciągle tłucze się myśl, że nie wszystko jest różowe, kolorowe, że problemy nadal nie są rozwiązane. Oraz, że nie znikną, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ale dzisiaj, teraz, jej nie dopuszczam. Mam chwilę ciszy... Jest moja i nie popuszczę.
Można komuś regularnie podcinać skrzydła, ale one odrastają i znowu można latać. Zastanawiam się, czy jeszcze może być jak dawniej... I czy przede wszystkim chcę, żeby tak było. Jak się dowiem, to odpowiednio się przestawię i wejdę na odpowiednie tory. Na razie daję sobie czas. Tyle, ile mi potrzeba. Zauważyłam również przyrost oślego uporu. Nie popuszczam.
Za tydzień urlop. Nie mam pojęcia, jak to będzie... czy się uda go w pełni zrealizować... nie chcę na razie o tym myśleć.
Jestem zmęczona walką ze wszystkim. Boję się, że mi moc spada. Chociaż dokładam wszelkich starań, aby tak nie było.
Mam wrażenie, że stres łazi za mną krok w krok i nie chce się drań odczepić. Ale jemu też dołożę i przegonię. Kiedyś.
czwartek, 12 czerwca 2014
urwidupizm na całego
Nie ma mnie. Dosłownie. Od 2. czerwca nie ma mnie. Jeżdżem tam i nazad i nie wiem, w co łapy wsadzić.
Syn rozwalił głowę - pewnie powinien mieć szytą, ale jakoś się udało, goi się.
Córa złapała rumień zakaźny - wygląda koszmarnie, "czysty" ma tylko brzuch, a twarz wygląda, jakbym ją dla przykładu codziennie z rana chlastała z liścia. Czekamy, aż młody zachoruje.
Ja mam dość. Po nocach śni mi się praca, teksty, dokumenty i układy graficzne. Nie mam pojęcia, jaki jest dzień tygodnia, jaka data, nic. Jestem poza rzeczywistością, żyję gdzieś w świecie wirtualnym, obok.
Przed chwilą zadzwoniłam do klienta, do którego dzwoniłam minutę temu.... bo zapomniałam, że z nim rozmawiałam...... po minucie......
.....
zbieram się. w sobie chyba. nara.
Syn rozwalił głowę - pewnie powinien mieć szytą, ale jakoś się udało, goi się.
Córa złapała rumień zakaźny - wygląda koszmarnie, "czysty" ma tylko brzuch, a twarz wygląda, jakbym ją dla przykładu codziennie z rana chlastała z liścia. Czekamy, aż młody zachoruje.
Ja mam dość. Po nocach śni mi się praca, teksty, dokumenty i układy graficzne. Nie mam pojęcia, jaki jest dzień tygodnia, jaka data, nic. Jestem poza rzeczywistością, żyję gdzieś w świecie wirtualnym, obok.
Przed chwilą zadzwoniłam do klienta, do którego dzwoniłam minutę temu.... bo zapomniałam, że z nim rozmawiałam...... po minucie......
.....
zbieram się. w sobie chyba. nara.
piątek, 30 maja 2014
lista moich grzechów głównych
Nieco mnie "wcięło". Latane miałam dość mocno - praca, zabiegi, próby, komunia, itp. Wcięło mnie, wciągnęło, ale powoli wypływam. Wczoraj ułożył mi się w głowie interesujący post, ale postanowiłam go odłożyć na weekend. Teraz, pod wpływem tekstu na onecie (tu) zrobiłam listę swoich grzechów głównych.
- bywam zmęczona i mi się nie chce
- nie zawsze mam mam gotowy obiad, zdarza mi się zamówić pizzę, albo zrobić spagetti ze słoika
- nie jestem mega fanem zabaw z dziećmi - jeśli np. wychodzę z nimi na zewnątrz, to najlepiej na plac zabaw, bo wtedy się sami sobą zajmują i bawią; ostatnio pozwalam im latać samopas pod blokiem
- regularnie omija czytanie dzieciom - młoda umie czytać, czyta młodemu
- upiekę ciasto w weekend, ale nie zawsze
- ostatnio olałam sprzątanie - nie miałam siły, ochoty i czasu - po prostu przymknęłam oczy
- nadal mam nie umyte okna po zimie....
- lekcje odrabiam z dzieckiem tylko jak czegoś nie rozumie i sama z nimi się do mnie zwróci
- dzieci mnie czasami denerwują - mam czasami po kokardę dyskusji, czy najpierw kolacja, czy kąpiel, czy mają wrócić ze spaceru teraz, a nie za pół godziny, że zabawki należy po sobie posprzątać, że ciuchy same do szafy nie wrócą, a zęby myć codziennie, a nie co jakiś czas
- jak jadę na szkolenie na 2-3 dni, to łapię się, że nie tęsknię przez te dni za domem
- jak dziecko jedzie z babcią nad morze na tydzień, to mnie swędzi język, żeby zapytać, czy drugie też weźmie, albo czemu tylko tydzień
Nie jestem stereotypową matką polką. Mam uczucia, bywam zmęczona i leniwa. Jestem człowiekiem. Ale kocham moje dzieci i jakby im ktoś próbował zrobić krzywdę - zagryzłabym. Po prostu też wymagam i dopominam się odrobiny uwagi, luzu i spokoju. Tylko i aż tyle. Niniejszym zeszłam z piedestału, spadłam z niego z hukiem i jakoś mi z tym lżej.
wtorek, 13 maja 2014
Staram się naprawić oraz motorek w tyłek pilnie poszukiwany
Latam jak kot z pęcherzem - to określenie chyba najlepiej do mnie ostatnio pasuje. Usiłuję naprawić nogę, załatwiam sprawy komunijne i mam nadzieję, że nie zwariuję przez najbliższe tygodnie.
Jak mówiłam - byłam z nogą u lekarza. Tym razem pan doktor zażyczył sobie nogę obejrzeć (w przeciwieństwie do swojego poprzednika), stopę zmacał, chyba skutecznie, bo miałam problem z powrotem do domu. Przeciążenie i zapalenie kaletki stawowej. Ciul wie co to dokładnie (wygooglowałam), ale boli. Impreza trwa już 3 tygodnie. Od poniedziałku mam rehabilitację. Najpierw mi nogę naświetlają jakimś laserem. Potem trzymam ją przez 10 minut w jakiejś tubie. Na końcu pani smaruje ją żelem, jak brzuch przy USG, jeździ po niej aparacikiem, który w sumie aparat USG też nieco przypomina. Ot, cała filozofia. Ma pomóc. Jak nie pomoże - złożę doktorowi reklamację. Bo, żeby nie było, maści i ketonal póki co - nie pomogły. Do domu wracam po 18-tej nawet czasami. Dokonałam również zakupu eliganckich balerinek do sukienki. Udało mi się, gdyż je również przecenili :)
W weekend również dokonaliśmy zakupu garnituru dla męża. Miła pani w sklepie, po tym jak podała mi cenę, po której niektóre jednostki mogą zemdleć, od razu wyskoczyła z informacją, że w ten weekend mają jednak przecenę 45%. Ale skoro jestem taka zainteresowana, to ona mi proponuje dodatkowy rabat, przy zakupie 2 rzeczy - 55%, a 3 - 60%. No i teraz możemy rozmawiać. Mąż ma w cenie akceptowalnej wielce porządny garnitur, z wypasioną koszulą i eliganckim krawatem. I wygląda bosko. A do końca miesiąca, to będziemy wcinać makaron :P Efekt jest taki, że za te 3 rzeczy zapłaciłam mniej, niż za sam garnitur z 45% rabatem :D Swoją drogą - ależ oni muszą mieć gigantyczne marże na tych rzeczach, skoro nadal na nich zarabiają........ Ale fakt jest taki, że obsługa bardzo dobra i miła, a garnitur ma gwarancję - jeśli materiał zniszczy się jak w poprzednim - zwrot lub wymiana.
Komunia zaklepana, ustalona, zarezerwowana, goście zaproszeni, dziecko się szykuje, również wszystko ma gotowe, najchętniej codziennie robiłaby przymiarki. Czy jest mentalnie przygotowana - mówiąc szczerze - nie wiem. To jeszcze dziecko i w głowie ma pstro. Wczoraj zapytała mnie na przykład, czy w nagrodę po spowiedzi może pójść na wesołe miasteczko. Powiedziałam jej, że nagrodą będzie fakt otrzymania rozgrzeszenia i możliwość przystąpienia do komunii. Jednak jej pytania świadczy o tym, że chyba nie jest jeszcze wystarczająco dorosła i nie czuje powagi wydarzenia. Zresztą - rozumiem to w pełni. Akurat chyba jestem zwolennikiem, aby do komunii przystępowali najwytrwalsi, czyli ci, którzy w wieku np. 16-20 lat będą nadal osobami wierzącymi i sami, dla siebie, z własnej potrzeby, przystąpią do pierwszej komunii. Ze znacznie większą świadomością. Ale to odrębny i dłuższy temat.
W przyszłym tygodniu - biały tydzień, moja rehabilitacja i dwa baseny. No będzie wesoło pod względem organizacyjnym....
Aaa, przy okazji, czy ktoś ma ochotę na urlop w towarzystwie mojego syna? Za mieszkanie i wyżywienie oferuję zaszczyt opiekowania się nim przez jakieś 2-3 tygodnie :D znajdzie się kto naiwny? Przedszkole mam zamknięte w lipcu....
Jak mówiłam - byłam z nogą u lekarza. Tym razem pan doktor zażyczył sobie nogę obejrzeć (w przeciwieństwie do swojego poprzednika), stopę zmacał, chyba skutecznie, bo miałam problem z powrotem do domu. Przeciążenie i zapalenie kaletki stawowej. Ciul wie co to dokładnie (wygooglowałam), ale boli. Impreza trwa już 3 tygodnie. Od poniedziałku mam rehabilitację. Najpierw mi nogę naświetlają jakimś laserem. Potem trzymam ją przez 10 minut w jakiejś tubie. Na końcu pani smaruje ją żelem, jak brzuch przy USG, jeździ po niej aparacikiem, który w sumie aparat USG też nieco przypomina. Ot, cała filozofia. Ma pomóc. Jak nie pomoże - złożę doktorowi reklamację. Bo, żeby nie było, maści i ketonal póki co - nie pomogły. Do domu wracam po 18-tej nawet czasami. Dokonałam również zakupu eliganckich balerinek do sukienki. Udało mi się, gdyż je również przecenili :)
W weekend również dokonaliśmy zakupu garnituru dla męża. Miła pani w sklepie, po tym jak podała mi cenę, po której niektóre jednostki mogą zemdleć, od razu wyskoczyła z informacją, że w ten weekend mają jednak przecenę 45%. Ale skoro jestem taka zainteresowana, to ona mi proponuje dodatkowy rabat, przy zakupie 2 rzeczy - 55%, a 3 - 60%. No i teraz możemy rozmawiać. Mąż ma w cenie akceptowalnej wielce porządny garnitur, z wypasioną koszulą i eliganckim krawatem. I wygląda bosko. A do końca miesiąca, to będziemy wcinać makaron :P Efekt jest taki, że za te 3 rzeczy zapłaciłam mniej, niż za sam garnitur z 45% rabatem :D Swoją drogą - ależ oni muszą mieć gigantyczne marże na tych rzeczach, skoro nadal na nich zarabiają........ Ale fakt jest taki, że obsługa bardzo dobra i miła, a garnitur ma gwarancję - jeśli materiał zniszczy się jak w poprzednim - zwrot lub wymiana.
Komunia zaklepana, ustalona, zarezerwowana, goście zaproszeni, dziecko się szykuje, również wszystko ma gotowe, najchętniej codziennie robiłaby przymiarki. Czy jest mentalnie przygotowana - mówiąc szczerze - nie wiem. To jeszcze dziecko i w głowie ma pstro. Wczoraj zapytała mnie na przykład, czy w nagrodę po spowiedzi może pójść na wesołe miasteczko. Powiedziałam jej, że nagrodą będzie fakt otrzymania rozgrzeszenia i możliwość przystąpienia do komunii. Jednak jej pytania świadczy o tym, że chyba nie jest jeszcze wystarczająco dorosła i nie czuje powagi wydarzenia. Zresztą - rozumiem to w pełni. Akurat chyba jestem zwolennikiem, aby do komunii przystępowali najwytrwalsi, czyli ci, którzy w wieku np. 16-20 lat będą nadal osobami wierzącymi i sami, dla siebie, z własnej potrzeby, przystąpią do pierwszej komunii. Ze znacznie większą świadomością. Ale to odrębny i dłuższy temat.
W przyszłym tygodniu - biały tydzień, moja rehabilitacja i dwa baseny. No będzie wesoło pod względem organizacyjnym....
Aaa, przy okazji, czy ktoś ma ochotę na urlop w towarzystwie mojego syna? Za mieszkanie i wyżywienie oferuję zaszczyt opiekowania się nim przez jakieś 2-3 tygodnie :D znajdzie się kto naiwny? Przedszkole mam zamknięte w lipcu....
poniedziałek, 12 maja 2014
My, Słowianie
Echa Eurowizji jeszcze brzmią, wszędzie się mówi o kobiecie z brodą i wygranej Austrii. Tak więc również pozwolę sobie wtrącić trzy grosze od siebie.
Przede wszystkim chciałam się odnieść do najeżdżania na Cleo i Donatana.
Mnie się ich kawałek podoba. Nie jestem spięta, napięta i mam raczej luźne pośladki, nie traktuję wszystkiego śmiertelnie serio i mnie ta piosenka, teledysk, ani pani bijąca masło nie rażą, nie urażają, nie obrażają, ani też nie uważam ich na soft porno, czy seksistowską wizję Polski i polskich kobiet. Wiem, że gusta są różne. Mój gust jest taki, że wolę biuściastą panią piorącą na tarce, niż faceta z brodą udającego kobietę. Wybaczcie. Czy piosenka jest kiczowata? Może trochę jest. A która nie była? Bo Rumunia przedstawiła takie dicho, że łohohoho. Grecja też miała skoczny kawałek, a Francuzi śpiewali o posiadaniu wąsów. A my krytykujemy nasz występ. Nasza piosenka była taka "nasza", swojska, polska. Dziewczyny wystąpiły w polskich strojach, a walorów to można im pozazdrościć :P
Co do wyniku - nie będę oceniać. Żal mi było tylko, że cała otoczka wokół pani z brodą przesłoniła jej/ jego ewentualny talent i piosenkę, bo od początku była/ był on faworyzowany i przedstawiany w roli zwycięzcy. I wiadomo było, że tak pozostanie do końca.
A może jestem stronnicza, jednak wolę nasze rasowe, pełnokrwiste kobiety od tych sztucznych i zrobionych.
Przede wszystkim chciałam się odnieść do najeżdżania na Cleo i Donatana.
Mnie się ich kawałek podoba. Nie jestem spięta, napięta i mam raczej luźne pośladki, nie traktuję wszystkiego śmiertelnie serio i mnie ta piosenka, teledysk, ani pani bijąca masło nie rażą, nie urażają, nie obrażają, ani też nie uważam ich na soft porno, czy seksistowską wizję Polski i polskich kobiet. Wiem, że gusta są różne. Mój gust jest taki, że wolę biuściastą panią piorącą na tarce, niż faceta z brodą udającego kobietę. Wybaczcie. Czy piosenka jest kiczowata? Może trochę jest. A która nie była? Bo Rumunia przedstawiła takie dicho, że łohohoho. Grecja też miała skoczny kawałek, a Francuzi śpiewali o posiadaniu wąsów. A my krytykujemy nasz występ. Nasza piosenka była taka "nasza", swojska, polska. Dziewczyny wystąpiły w polskich strojach, a walorów to można im pozazdrościć :P
Co do wyniku - nie będę oceniać. Żal mi było tylko, że cała otoczka wokół pani z brodą przesłoniła jej/ jego ewentualny talent i piosenkę, bo od początku była/ był on faworyzowany i przedstawiany w roli zwycięzcy. I wiadomo było, że tak pozostanie do końca.
A może jestem stronnicza, jednak wolę nasze rasowe, pełnokrwiste kobiety od tych sztucznych i zrobionych.
poniedziałek, 5 maja 2014
SKS, pani, SKS (dopisek)
SKS - to taki syndrom ludzi w wieku, nazwijmy to - dojrzałym ;) Chyba mnie dopadł ostatnimi czasy. Popsułam sobie nogę, a konkretniej stopę. Rzecz w tym, może ktoś się spotkał z podobnym przypadkiem i będzie "mondrzejszy" niż ja jestem... Otóż... od drobnych ponad 2 tygodni boli mię stopa w okolicach małego palna i sąsiada jego. Ale, ale... nie przewróciłam się, nie skoczyłam z żadnego stopnia, stołka, itp. Nie stanęłam krzywo, a bynajmniej nie na tyle, by ten fakt odnotować. No chyba, że w czasie zumby stanęłam lekko krzywo z 15 razy i to się złożyło na cały uraz. Fakt niezaprzeczalny, że boli mnie stopa i nie przestaje, oraz że powoli trafia mnie szlag i mam ochotę ją odrąbać. W zeszły poniedziałek rozbolała mnie do tego stopnia, że podejrzewałam u siebie jakieś pęknięcie. Już miałam nadzieję, że jestem niemal jak Justyna "Złota" Kowalczyk. Że chodzę z pękniętą kością, że do nogi nie można dotknąć, chodzić źle - normalnie prawie bohaterka! Ale moje nadzieje okazały się być płonne, bowiem chirurg rozwiał moje marzenia, pokazując na RTG, że stopa jak malowana i w całości. A boli!!!! Nie pomaga oszczędzanie, smarowanie, zawijanie bandażem. BOLI.
Mam iść ponownie do chirurga, innego, bo ten pierwszy nie był zainteresowany, dlaczego boli. Ni ma złamania, to do domu. Uznał, że po 2 latach ćwiczeń "widocznie moja stopa i ja nie jesteśmy nawykłe do wysiłku fizycznego". Wsio. Cała diagnoza. A RTG powinno "uleczyć mą duszę" i nogę. Ale, pacz pani, nie uleczyło. Jak się zaczęło poprawiać, to mi wczoraj chłop, na oko ze 120 kilo żywej wagi, niech mu ziemia lekką będzie, nadepnął na moją nózię!!!! ;( ;( ;( I wróciłam do stanu sprzed tygodnia, czyli rwie, boli, kuleje i boli :( Szpilki nadal w szafie, rządzą adidasy :(
Kurde, niech się znajdzie jakiś umyślny doktór, który mnie na drzewo nie spuści i powód bólu w mej małej stópce odnajdzie i zaradzi.... Bo jeszcze kilka dni i zostanę kuternogą, po tym, jak sobie odrąbię powód zmartwień.
Dopisek.
Noga ma bubu. Szpilki idą do szafy na dłużej, zaprzyjaźniamy się bardziej z adidaskami, musimy sobie do kiecki kupić baleriny (no coś na tą komunię muszę ubrać), rezygnujemy z ćwiczeń, unikamy chodzenia po twardej nawierzchni (po trawie mam chodzić?), zakaz opierania się na palcach i rehabilitacja. A najlepiej na razie nie chodzić wcale. Mocno nadwyrężona stopa i zapalenie stawu, a dokładnie czegoś, co nosi magiczną nazwę "kaletka".
Najbardziej żałuję zumby i obcasów... albo obcasów i zumby? Mniej więcej na tym samym poziomie obie... :(
Mam iść ponownie do chirurga, innego, bo ten pierwszy nie był zainteresowany, dlaczego boli. Ni ma złamania, to do domu. Uznał, że po 2 latach ćwiczeń "widocznie moja stopa i ja nie jesteśmy nawykłe do wysiłku fizycznego". Wsio. Cała diagnoza. A RTG powinno "uleczyć mą duszę" i nogę. Ale, pacz pani, nie uleczyło. Jak się zaczęło poprawiać, to mi wczoraj chłop, na oko ze 120 kilo żywej wagi, niech mu ziemia lekką będzie, nadepnął na moją nózię!!!! ;( ;( ;( I wróciłam do stanu sprzed tygodnia, czyli rwie, boli, kuleje i boli :( Szpilki nadal w szafie, rządzą adidasy :(
Kurde, niech się znajdzie jakiś umyślny doktór, który mnie na drzewo nie spuści i powód bólu w mej małej stópce odnajdzie i zaradzi.... Bo jeszcze kilka dni i zostanę kuternogą, po tym, jak sobie odrąbię powód zmartwień.
Dopisek.
Noga ma bubu. Szpilki idą do szafy na dłużej, zaprzyjaźniamy się bardziej z adidaskami, musimy sobie do kiecki kupić baleriny (no coś na tą komunię muszę ubrać), rezygnujemy z ćwiczeń, unikamy chodzenia po twardej nawierzchni (po trawie mam chodzić?), zakaz opierania się na palcach i rehabilitacja. A najlepiej na razie nie chodzić wcale. Mocno nadwyrężona stopa i zapalenie stawu, a dokładnie czegoś, co nosi magiczną nazwę "kaletka".
Najbardziej żałuję zumby i obcasów... albo obcasów i zumby? Mniej więcej na tym samym poziomie obie... :(
Subskrybuj:
Posty (Atom)
