poniedziałek, 1 października 2012

się działo... część I

Obiecałam relację, więc cóż zrobić - jak się powiedziało "a", trzeba powiedzieć i "b" i wywiązać się z obietnicy.
No więc... Zacznę od tego, że impreza była w stylu dzikiego zachodu.

Dzień 1.
Przyjazd na miejsce i od razu wpadłam w sidła zastawione na mnie przez 2 pajęczyce. Złapały mnie w pół, jedna z prawej, druga z lewej i zaciągnęły mnie siłą do stolika. Na stoliku stało wino, został mi wręczony (wciśnięty) w dłoń kieliszek przez pajęczycę nr 1, a pajęczyca nr 2 wlała do niego słomkowy płyn. Mocno się opierałam, ale nie miałam wyjścia - kieliszek został niedługo opróżniony. Potem pajęczyce zaciągnęły mnie na parkiet, gdzie ćwiczyłam dość długo coś w stylu gimnastyki i aerobiku. W przerwach wlewałam w siebie ów słomkowy płyn. Okazał się być całkiem dobry, więc za kołnierz nie wylewałam. Poza tym był pomocny przy gimnastyce ciała - członki ciała poruszały się potem jakby nieco płynniej, żwawiej, bardziej. Tą część imprezy zakończyłam ok. godziny 2.30. Udałam się na zasłużony odpoczynek. Stan można by określić jako "lekko ululana", choć świadomość, logiczne myślenie nadal funkcjonowało w pełni i nie sprawiało trudu.

Dzień 2.
Oj, kapeć w ustach, lekki ból głowy - podnosimy się - nie jest tragicznie. Woda, ibuprom (ha! wiedziałam, co wsadzić do kosmetyczki) i możemy iść pod prysznic. Dzień wcześniej solidarnie stwierdziłyśmy, że po imprezie idziemy spać, ograniczając się do zębów i zmycia makijażu - nie tłuczemy się po nocach w łazience. Niby nic trudnego - prysznic. A jednak. Łazienka w domku pozostawiała nieco do życzenia. Pomijam fakt, że siedziały w niej cienkonogie pająki (sztuk 6 - codziennie ewidencjonowałam, czy kogoś nie brakuje, ktoś nie zmienił lokalizacji). Pomijam, że była mała, obłażąca i waliło w niej pleśnią, którą również było widać na kabinie i przy niej. Ale łazienka miała rozwaloną kabinę. Braliście prysznic w otwartej kabinie? z pająkami nad głową. Jedyna możliwość, to pozycja "w kucki" i ostrożność, aby połowa wody nie wylądowała poza burtą. Wtedy to było możliwe, dnia następnego.... pozostawię na razie bez komentarza. Nic to - jakoś mi się sztuka z wzięciem prysznica udała, więc po zakończeniu porannej toalety - udałyśmy się na śniadanie. Po śniadaniu zaś czekało nas piekiełko...

Ciąg dalszy (ten bardziej interesujący) nastąpi.

25 komentarzy:

  1. Czekam na ciąg dalszy!
    Za kogo się przebrałaś? Pisałaś a mi umknęło czy nie napisałaś?
    Prysznic z otwarta kabina na trzeźwo brałam, a po pijaku to zapewne umiejętności nie do ogarnięcia dla mnie. :P

    Ważne, że łeb bolał tylko lekko i dało się przeżyć. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Nie pisałam, będzie potem.
      2. Brałam na trzeźwo, rano, ale nie było to najłatwiejsza czynność w życiu, bo kabinka mała... a drzwi były popsute - jedno skrzydło było wypadnięte, drugie - wypadała pleksa. Więc guzik z zasuwania się.
      3. Rano ćmiła dla zmyłki - potem ciśnienie rosło i już bolała konkretniej - przestała ok. 17-tej. Ale najważniejsze - w ogóle przestała.

      Usuń
    2. Wiesz, mnie się teraz przypomniały studenckie imprezy, zazdroszczę, że mogłas sie tak zabawić :)

      Usuń
    3. Ostatni raz taką imprezę z bieganiem po lesie miałam 5 lat temu :) Potem były oczywiście wyjścia ze znajomymi, ale taka wielka impreza to rzadko.

      Usuń
  2. Początek obiecujący ;-) To ja poczekam jeszcze na ten dalszy ciąg, jak obiecujesz bardziej interesujący, zanim się wypowiem obszerniej ;-)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piekiełko jakie nam zafundowano.... było ciekawie.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. czekaj, pozoruję pracę :P a taaaaaaak mi się nie chce.... trochę to nienormalne, że po piątku następuje poniedziałek ;) muszę dojść do siebie. Poza tym w jednym poście to byłoby długo.

      Usuń
    2. Poniedziałek po piątku to ogromne niedopatrzenie. Po piątku powinny być ze trzy soboty, i dwie niedziele. Dopiero potem, ewentualnie, poniedziałek.
      I obligatoryjnie poniedziałek wtedy wolny, żeby dojść do siebie. Coś jak opieka nad dziećmi, czy urlop na żądanie.

      Usuń
  4. Lubię takie dni jak Twój pierwszy, Tygrysie ;-)
    gorzej z drugim, ale co tam, nie on jest najważniejszy ;)
    Czekam na cd ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. dzień po jest faktycznie ciężki :)))) ale co tam, skoro ciąg dalszy jest ciekawy :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, rany... Trzeba czekać... Poproszę dalej, bo się wciągnęłam, a to niezdrowo tak w trakcie przerywać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No troszkę niezdrowo, ale trzeba dozować. Ciężko się czyta długi elaborat. A tak - po troszkę. Tworzę właśnie część drugą, jutro będzie :)

      Usuń
  7. No to czekam na ciąg dalszy bo zapowiada się ciekawie.Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podrzucę w wolnej chwili, już jest niemal gotowe.

      Usuń
  8. Taaak znam ten ból, aż nadto dobrze. Widzę że powoli się rozkręcasz czekam na ciąg dalszy..:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tragedii nie było na drugi dzień, ale nie czułam się również jak nowo narodzona.

      Usuń
  9. Brałam prysznic w kabinie z oknem wychodzącym na balkon. Też mocne wrażenia. Zwłaszcza, gdy na balkonie toczyła się impreza, a przez okno co i rusz wsuwały się ręce z kieliszkami.
    P. S. Wciąż nie rozumiem, po co bierzesz do ust kapcie. U nas w rodzinie zakłada się to na stopy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty te kieliszki myłaś pod prysznicem? Cóż za oszczędność!!

      Usuń
    2. to się nazywa ekonomiczne podejście do sprawy - 2 w 1.

      Usuń
    3. Nie wykręcajcie się głupotami! Kieliszki były pełne, ja coraz pełniejsza, a w dalszym ciągu nie wiadomo, dlaczego Tygrys zjada kapcie!!

      Usuń
  10. Chciałam sprawdzić jak smakuje kapeć, podobno w życiu wszystkiego należy doświadczyć :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, sorry, dopiero teraz zauważyłam, że odpowiedź jednak się pojawiła :)

      Usuń