poniedziałek, 24 września 2012

takie tam

Podobno w pewnym wieku jest tak, że jak boli, to znaczy, że jest dobrze, bo człowiek żyje. Więc ja doświadczam życia pełną gębą od wczoraj. Tylko powód nie jest mi znany. Czuję każde żeberko, każdy kręg i calutki kark też czuję - wiem, że istnieją i wiem, że je mam, tylko nie wiem czemu. Owszem, śniło mi się, że łaziłam po jakimś parku pięknym, po starym ładnym cmentarzu, byłam na wycieczce. Nie przypominam sobie natomiast, abym przewaliła pół tony węgla, ani we śnie, ani w realu. Wniosłam tylko w sobotę meble (jeden mebel, wielki, pierońsko ciężki) na n-te piętro (miałam wrażenie, że to było 10-te piętro). Potem byłam na meczu i przez 2 godziny kibicowałam "naszym" mistrzom, znaczy Resovii oczywiście. Od wczoraj czuję, że żyję :) Dobrze, że mi się nie śniło, że mnie ktoś pobił ciężko, bo nie wiem, czy dzisiaj wstałabym z łóżka. Z rana mało się nie zakrztusiłam kawą czytają rozprawkę o wężach. Zdawało mi się, że znam ten gatunek, a tu ci niespodzianka - poznałam nowe odmiany :) Poza tym klienci mnie rozbroili - prowadziłam dzisiaj z jedną panią (którą dodam bardzo lubię) dyskusję w stylu, jak ślepy z głuchym o kolorach. Dobrze, że jednak doszłyśmy do porozumienia, a szefowa uśmiała się obok, że powinna się cieszyć, że ma mnie, bo by inaczej zginęła jak ciotka w czechach i że koniecznie powinnam poprosić ją o referencje :) Zwyczajnie jestem miszczem dochodzenia o so chodzi, gdy nie wiadomo o co chodzi (nie poprawiać). Drugi klient uraczył mnie niusem, że pierwsza część wykonanego dla niego zlecenia była dobra, a dzisiaj jednak zmienił zdanie i doszedł do wniosku, że jest źle. Okazało się jednak, że prawda jak zwykle leży po środku, bliżej naszego końca liny, którą w przypadku ew. reklamacji każdy ciągnie w swoją stronę. Przeziębienie, a raczej jego marne złogi i resztki jakoś nie chcą mnie opuścić - zdrowa jestem, a sobie muszę pochrząkiwać, niemal pochrumkać, odkichnąć i odkaszlnąć. Ale tylko czasami, więc luz. Byle ta śmieciowa ilość resztek poszła sobie precz przed weekendem, bo w piątek jadę imprezować. Z innych wiadomości - opublikowano mój pełen oburzenia list związany z kłodami, jakie rzuca pod nogi komunikacja miejska - ciekawe, czy rzeczona komunikacja raczy coś na to odpowiedzieć. Ciekawa jestem. Bo żeby przypadkiem coś miało ulec zmianie na lepsze - to się nie spodziewam. Prędzej mi kaktus na ręce wyrośnie. Stolica innowacji, nie wisz czaszem...

7 komentarzy:

  1. A ja wiem, co Ci jest! To przez ten taniec na rurze z wieszaniem się za uszy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja się jeszcze nie wieszałam - w sobotę będę się wieszać.

      Usuń
    2. No to może wstępnie trenowałaś... Kto Cię tam wie!

      Usuń
    3. Może... ale serio, dziwne to jest :) Rzucałam się po nocach, czy jak? Zapytam męża, co wyprawiałam - może jest (było) coś, o czym nie wiem ;) Ostatnio ponoć coś do niego gadałam, wstawałam i mamrotałam. Może tym razem lunatykowałam i poszłam nieco dalej?

      Usuń
    4. W sierpniu chodziłam z ogromnym siniakiem na prawym przedramieniu. Ledwo się wchłonął, identyczny pojawił się na lewym. Nie muszę dodawać, że oba nie wiadomo, skąd. Nieletnia z niesmakiem orzekła, że wyglądam jak ofiara przemocy domowej, w pracy patrzyli na mnie podejrzliwie.

      Usuń
  2. i w czasie lunatykowania ten węgiel wrzucałaś "dzieś"? ... może sąsiadowi do piwnicy? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie sobie, bo ja mam gaz! A co! W czasach kryzysu i rosnących rachunków należy sobie zimą zapewniać rozrywkę grzejąc mieszkanie gazem. Wiesz jaki to wyrzut adrenaliny? Przychodzi rachunek, czekasz, teraz, nie teraz? otwierasz i spoglądasz, a ciśnienie już urosło do granic zawałowych, a to nie koniec! trzeba sprawdzić cyfry! i nie paść trupem!

      Usuń