czwartek, 13 września 2012

stolica Maroka :P

Szanowny Kliencie! Uprzejmie informujemy, że "rabat" jest stolicą Maroka.

Czasami mam ochotę zastosować to zdanie w praktyce. Pracuję w sprzedaży i kieruję się jedną główną zasadą - obsługuj klienta (bez kosmatych myśli mnie tu) tak, jak sam chciałbyś być obsłużonym. Z reguły się sprawdza. Czasami jednak przychodzą momenty, kiedy mam ochotę kimś potrząsnąć. Ja rozumiem, że jest kryzys, że wszyscy szukają oszczędności, że wszystko jest potrzebne "na wczoraj", ale bez przesady. Za dobrą pracę należy się godziwa zapłata. I powinno mieć to zastosowanie do każdej branży. Ktoś organizuje duże wydarzenie, zaprasza setkę gości, organizuje catering, sale konferencyjne, wszystko dopięte na ostatni guzik. Ważna impreza, ważne osobistości. Jeszcze "tylko" tłumaczenie. Ale czemu tak drogo? Może jakiś rabacik? I czemu pani chce za całą dniówkę? przecież to tylko 5-6 godzin potrwa... Rozbój w biały dzień. A wie pani, to nam to pracownik "jakoś" przetłumaczy. I jakoś to będzie. Kabina? A po co taki dodatkowy wydatek, to ten tłumacz sobie usiądzie obok i będzie do ucha tłumaczył. No kilku osobom. Pani mówi, że się nie da? Czemu się nie da? No dobrze, niech będzie ta kabina, ale nadal nie rozumiem po co 2 osoby... To zróbmy tak - jeden tłumacz od was i nasz pracownik, i jakoś dadzą radę.

Rozwala mnie takie podejście. Na prawdę podziwiam tłumaczy, którzy chcąc pracować samodzielnie, co rusz spotykają na swojej drodze takie sytuacje. Albo zapytanie o przetłumaczenie 30 stron umowy - zapytanie o 15-tej, a tłumaczenie na 8, ewentualnie 9-tą dnia następnego. I pytanie - a czy jakiś rabacik dostanę u pani? Nie, ale zawsze mogę zwiększyć dopłatę za ekspres. Dopłatę dla tłumacza, który zarwie noc, aby komuś pomóc. Zdarzyło mi się zapytać kiedyś klienta, czy on byłby w stanie taki tekst stworzyć w takim czasie, w jakim chce dostać tłumaczenie. Powiedział z uśmiechem, że chyba nie. Pytanie o rabacik tym razem nie padło. Zmiana terminu też nie. Pocieszające (i satysfakcjonujące zarazem) jest to, że często słyszę potem - wie pani co, tez wasz tłumacz był fenomenalny! dziękuję za taką szybką reakcję! na panią zawsze mogę liczyć! ależ mi pani pomogła - bardzo dziękuję! dla takich chwil i zdań się pracuje :) Ostatnimi dniami jednak moja cierpliwość była wystawiana na dużą próbę. A sytuacje, z jakimi miewam do czynienia... Kiedyś Iw spisała "przypadki tłumacza" (ha! czytałam!) - mogłabym sporo od siebie dodać :)

25 komentarzy:

  1. Życzę morza cierpliwości, bo naprawdę w kontaktach z takimi klientami się przyda. :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, przyda się, chociaż na szczęście to jest mniejsza część, chociaż nadal znacząca.

      Usuń
  2. To są zwykłe negocjacje.
    Wygrywa lepiej do nich przygotowany.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leslie, negocjacje negocjacjami, a podejście na zasadzie "jakoś to będzie" mnie odstręcza. Czasami mam wrażenie, że noszę oświaty kaganek :)

      Usuń
    2. Nie bronię Twoich klientów. Ale występując prywatnie jako klient (choćby w sklepie) nie mam oporów przed zagadywaniem o jakąś obniżkę. Nawet w supermarkecie. Wydaję w końcu swoje pieniądze. I wolę wydać ich mniej niż więcej.
      A wracając do Twojej notki. Są klienci myślący kategoriami "jakoś tam będzie". I jak ja na takich trafiam zawsze proponuję im dwa wyjścia. Albo zmodernizują swoje oczekiwania, żeby były możliwe do spełnienia. Albo... poszukają innego do współpracy. Mamy wolny rynek. Jak mają być nieszczęśliwi niech poszukają kogoś kto spełni ich oczekiwania.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Masz rację, jednak pozwolenie komuś, żeby sobie poszedł, albo wręcz powiedzenie mu wprost, że tym razem się nie spotkamy na wspólnym kursie, wymaga trochę pewności siebie i swojej oferty. Tak się wyrabia markę.

      Usuń
    4. Uwierz mi, że wtedy spora ich część odpuści i zaakceptuje Twoje lub bardzo do nich zbliżone warunki.
      I drugim razem nie będą "jojczyć" tylko od razu przystąpią do rzeczowej rozmowy. Tylko za tym musi pójść dobra obsługa...

      Usuń
  3. Ale to zdanie z rabatem, genialne jest, może warto spróbować, co?
    Oraz powiadają, że najgorsza jest praca z ludźmi, w sensie- w usługach. Potwierdzam, oraz dołączam się do życzeń Kararelki ...morza cierpliwości i oceanu tolerancji ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami to by się ocean nawet przydał :) Generalnie w większości spraw jest fajnie. Mam klienta, który negocjuje - owszem, jego prawo. Wie, że sprzedaję drogie usługi, ale z drugiej strony płaci za jakość. I wie, że ileś procent jestem droższa, ale mu się to opłaca. Wie, że za tą różnicę kupuje krótkie terminy, jakość i to, że odbiorę jego telefon nawet w piątek wieczorem, jeśli będzie trzeba.

      Usuń
  4. mnie też wkurza, jak klient, pierwszy raz załatwiający sprawę, zaczyna od pytania o rabat... tym bardziej, że u nas stawki są ustalone przez ustawę... fakt, przy pracy z klientami trzeba mnóstwo cierpliwości... czego i Tobie, i sobie życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bylejakość jest w modzie. Byle jak, byle szybko i byle tanio. Krótkowzroczna polityka i całkowicie błędna.Rabat to jedno, czasem jest wskazany ale takie przeciąganie jest bez sensu i potrafi nieźle wkurzyć. Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś jeden klient zapytał mnie wprost, ile mogę zejść z ceny, potem zaproponował jakiś poziom. Jak dla mnie niski, ale uznałam, że okej, spróbujemy, klient wart poświęcenia. Zapytałam wprost - okej, czy jeśli zejdę na ten poziom ceny, to czy się dogadamy. Usłyszałam w odpowiedzi: a nie wiem, jeszcze drugiej firmy nie zapytałam ile mi zejdą z ceny...
      Ręce mi opadły i nie spuściłam. Nie obsługuję tego klienta i tego nie żałuję.

      Usuń
  6. to może warto by zatrudnić jeszcze tłumacza do klientów? Takiego z polskiego na nasze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kup sobie pałę baseballową jako niezbędnik tłumacza.

      Usuń
    2. oj tam zaraz pałę - ja mam urok osobisty i dar przekonywania :) to moja broń

      Usuń
    3. W urok uwierzę spokojnie. W dar przekonywania mogę wątpić o tyle, że wiem, jak się gada z głąbami :)

      Usuń
  7. Zawsze było tak, że pracowałam z klientami. I zawsze mnie to wkurzało. Tekst o rabacie usłyszał klient w pewnej hurtowni i widziałam jego minę. Bezcenna! Dodatkowo obawiam się, że poleciał sprawdzić w googlach.
    A jako klient jestem taka durna, że nie negocjuję, nie chcę rabatów, nie potrzebuję zniżek, ani nie chodzę i nie szukam gdzie taniej. Nie znoszę zakupów i nie znoszę targowania się.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się jakoś przesadnie nie targuję, jednak zdarza mi się czasami zapytać - przynajmniej żeby formalnościom stało się zadość :)

      Usuń
    2. Ja zwyczajnie nie lubię. Nie znaczy to, że kupuję cokolwiek. Wolę nie kupić niż się targować. Były nawet o grosz się targował...Nienawidziłam tego.

      Usuń
  8. Mówienie, ze jakoś to będzie wnerwia mnie zawsze i obojętnie czego dotyczy.
    A do rabatów przyzwyczajani jesteśmy na każdym kroku od dość dawna, więc czasem ktoś próbuje z tego skorzystać, choć nie zawsze wychodzi mu to taktownie. Ale zasada jest niezmienna... każdy ciągnie w swoją stronę, jak to w handlu. Jak powiedział Leslie - zasady negocjacji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie lubię bylejakości. Wolę "jakość"od "jakoś". Negocjować też lubię :)

      Usuń