sobota, 20 września 2014

czy ktoś za mną zatęskni?

Parę dni temu Nitager wspominał Blogerkę, która odeszła. Zapadła mu w pamięć. I tak jakoś pod wpływem tego posta na przemyślenia mi się zebrało.
Bo to, czy o nas ktoś będzie pamiętał, wspominał, czy tęsknił, zależy wyłącznie od nas samych. Już ponad 10 lat temu odszedł mój dziadek. Osobą był dość ... specyficzną ;) Miał trudny charakter, był milczący, zamknięty w sobie i w swoim pokoju, do którego nie powinno się wchodzić, a już zbrodnią byłoby ruszać jego rzeczy (głównie fifkę i akcesoria). No ale... Gdzie diabeł nie może, tam Tygrysa pośle. Jeśli ktoś naruszył święty czas drzemki dziadka, spotykał się z gderaniem, mruczeniem i innymi objawami niezadowolenia. Poza mną. Ja mogłam wszystko. Mnie dziadek pokazywał, jak ładnie kolorować ciekawe obrazki (skąd on miał takie "zarąbiste" obrazki do kolorowania?!?!), nauczył mnie układać pasjansa, zbierać i rozpoznawać grzyby, czyścić ryby po łowieniu (mogłam strzelać pęcherzami!). Ode mnie dostał kiedyś chomika - zostawiłam go, bo dziadek go polubił. Ja zaś dostałam kwiatka - zawsze chciałam mieć kwitnącego w domu grudnia, a dziadkowi kwitły wszystkie, na potęgę. Wiedziałam, kiedy odszedł - przeszedł mnie w tamtej chwili prąd, dreszcz, tak jakby mi ktoś odebrał na sekundę powietrze. Wróciłam do domu i wiedziałam.
Podobnie będzie z babcią - wiem, że niedługo pewnie zacznie się zbierać na tamten świat. Już ten wiek, powoli ten czas. Sytuacja podobna, ta sama relacja, przywiązanie.
Mam jeszcze drugą babcię. Również żyje. Ale tu nie ma jakiejś specjalnej zażyłości... Ot, po prostu jest. Nie czuję więzów rodzinnych, przywiązania. Mimo starań, prób podejmowanych, babcia była osobą skupioną przez całe życie tylko i wyłącznie na sobie. Nawet podczas luźnej rozmowy o niczym wyglądało to tak: "Co u ciebie, Tygrysku słychać, bo u mnie jako tako, źle się czuję, mam niedobrze, nikt mi nie ułatwia, wszystko ciężko załatwić i cały świat jest przeciwko". Po takim wstępie już mi się nie chce odpowiadać, co u mnie słychać...
Samo bycie rodziną nie sprawia, że od razu z założenia, będzie się za kimś tęskniło, będzie kogoś brakowało. Czasem osoba spoza rodziny będzie tą, o której się myśli, za którą się tęskni.To, jacy jesteśmy w tym życiu decyduje, czy po jego zakończeniu, będzie miał kto postawić świeczkę na naszym grobie.

10 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. :) staram się do końca nie zgłupieć :)

      Usuń
  2. Miałam tak zwanych przybranych dziadków, za którymi tęsknię do dziś. Odeszli z 20 lat temu, nie byli teoretycznie rodziną. Ale pozostawili we mnie ślad na zawsze.
    Pozdrawiam, mądry Tygrysku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) oby więcej takich osób na swojej drodze spotykać...

      A dzisiaj cieszmy się tytułem MISTRZA!

      Usuń
  3. Czasem życie sprawia, że tęsknimy też za tymi, którzy wciąż żyją. Z jednej strony wiemy, że gdzieś są, że ciągle mamy szansę na spotkanie, a z drugiej - tak rzadko się to dzieje... Masz rację, że więzy rodzinne nie decydują o bliskości relacji. Rodzina to tylko hasło na dobry początek, potem trzeba je jeszcze wypełnić jakąś treścią. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam takich w rodzinie, gdzie treści zabrakło. A znam osoby teoretycznie "obce", które znaczą dla mnie dużo więcej.

      Usuń
  4. Poruszyłaś bardzo czułe struny w moim sercu... To, czy po mojej śmierci ktoś zapali świeczkę na moim grobie, będzie mi wówczas z pewnością obojętne. Ale pamięć o tych, którzy poodchodzili na zawsze, a za którymi niezmiennie tęsknię, jest obecna w moim życiu stale i na co dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jednak chciałabym, żeby ktoś o mnie pamiętał, ktoś do mnie zaglądał... Bo to znaczy, że dla kogoś byłam ważna.

      Usuń
  5. Czasem.. wydaje nam się, że ktoś będzie zawsze, bo był od początku naszego życia... Nie wyobrażamy sobie jak to mozliwe żyć bez tej ukochanej osoby.. A niekiedy bywa tak, że dopiero jak jest za późno widzimy jak było ważne, że ten ktoś był w naszym życiu...

    http://loonei.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem osobą, która dość mocno stąpa po ziemi i mam często tendencję do racjonalizowania uczuć. Wiem, że każdy kiedyś musi odejść. Prędzej czy później, ale jednak. Staram się jak tylko mam możliwość - podejść racjonalnie. Na szczęście nie jestem z kamienia i nie zawsze mi się to udaje :)

      Usuń