poniedziałek, 23 września 2013

Jak się polepszy, to się popieprzy?

O i tak. We czwartek poszłam do pracy, niemal w skowronkach. Zła na męża, z uczuciem pewnej ulgi, że dzisiaj w ciągu dnia wyjeżdża i zobaczymy się dopiero w sobotę wieczorem. Tjaaaa... jak to sobie człowiek czasem wykracze....

W czwartek popołudniu zrobiło mi się zimno. I na nic się zdały 2 bluzki (golf i jeszcze jedna sztuka) oraz sweter. Nawet dogrzewająca farelka nie pomagała - nie mogłam się zagrzać i już. Wracałam z pracy z uczuciem zimna i wyciętej połowy mózgu - taka trochę głupia po prostu. Chciałam zjeść makaron ze szpinakiem i kupiłam - szpinak. Poza tym nie miałam pomidorów, sera feta i tylko resztkę makaronu. Tjaa..

Wieczorem zadzwoniłam do szefowej, że istnieje możliwość, że w piątek nie stawię się w pracy, bo chyba mnie coś łapie.

Piątek - koszmar. Mało mi pół twarzy nie odpadło, ciśnienie zmieniało się przy ruszaniu głową - wcale nie musiałam się schylaćg, gardło nasuwało jak wściekłe. Do lekarza idziemy, bo młody smarka na potęgę i trwa to już za długo (niemal 2 tygodnie). Młodego w wózku pchała córka, bo ja nie dawałam rady. Oddychać mogłam ledwo co. Diagnoza - wirus osiadł w gardle i zaatakował mi zatoki. Prochy mam na 14 dni od razu. Błogosławiony niech będzie ibuprom z dodatkiem pseudoefedryny. W sobotę przewegetowałam. Dzieci robiły co chciały, pierdzielnik był w domu niesamowity, możecie sobie wyobrazić. Na kolację, jakbym mogła, to bym im herbatniki dała :)

W niedzielę jako tako stanęłam na nogi i zaczęłam funkcjonować.

Ech.. cholerna jesień i jej skoki temperaturowe, deszcze, mżawki i wilgoć.

I nie będę się już cieszyć, że mąż sobie wyjeżdża precz, obiecuję. Nawet mimo złości, ucieszyłam się na jego widok jak dziecko. W niedzielę miałam podane śniadanko niemal do łóżka :)

27 komentarzy:

  1. a czemu nie mogłaś?... no wiesz, dać im tych herbatników?... niechby chociażz one miały dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako w miarę jeszcze przyzwoita matka podniosłam swoje zwłoki i siłą woli zaprowadziłam je do kuchni (te zwłoki, nie dzieci) i zrobiłam kaszę manną :)

      Usuń
  2. Witaj w klubie... :/ Jeszcze dziś dogorywam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bidulka... Od dzisiaj mam młodą pod obserwacją, coś z rana jojczała, że ją gardło boli. Możliwe, że jednak od jutra będę na wolnym, ale również z jej powodu.

      Usuń
    2. U mnie Malutki coś niewyraźny, ale jak ma apetyt to jeszcze tak źle nie jest. Ja powoli wracam do żywych :)
      Tobie oczywiście życzę zdrowia :)

      Usuń
  3. Na szczęście mężuś wrócił, to i zdrówko wróci prędzej. Mawiają, co niektórzy, iż na takie niedomagania najlepsza witamina "ch" w łóżku podawana hi, hi, hi....

    OdpowiedzUsuń
  4. Podpisuje sie pod DD, na przeziebienia najlepszy jest rumianek, czyli rum do brzuszka i Janek do lozka:))) Albo ziarenko pieprzu - polozyc na brzuchu i rozcierac drugim cialem:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak mnie "coś bierze" (nie mylić z jasną cholerą) to wypijam na noc saszetkę theraflu. Rano po przeziębieniu nie ma śladu. Ostrzegam tylko, że po tym strasznie chce się spać. Absolutnie nie pij tego przed pracą lub jazdą samochodem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi normalnie też go pomaga. Ale nie miałam. Strzeliłam 2 aspiryny ale nie pomogły. Pół nocy w plecy.

      Usuń
  6. Dobrze, że już dochodzisz do siebie :)
    A herbatników pewnie w domu po prostu nie miałaś, nie? ;-)
    Zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam... Ale sumienie kazało mi jednak wstać :)

      Usuń
  7. Bez histerii. W niedzielę było jeszcze lato... Poddałaś się psychozie i takie są jej skutki :-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leslie... Ładnie było u mnie w piątek. Od soboty jesień prezentuje swoją najbardziej burą i ponurą stronę. Dzisiaj dla odmiany jest "złota". Ale poprzednie dni.... miało się ochotę pociąć od patrzenia za okno :)

      Usuń
  8. A dla mnie problemy zdrowotne to totalna abstrakcja. U lekarza ostatnio córka była na bilansie to przez pół godziny szukali karty, i jak się okazało ostatnia wizyta członka naszej pięcioosobowej rodziny spowodowana chorobą to rok... 2004. Jednak zahartowani jesteśmy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozazdrościć - mnie wykańczają moje własne dzieci :) Młoda już przestaje chorować, wyrosła z dziwnych przedszkolnych infekcji. Młody jeszcze znosi różne "syfy" do domu i nas zaraża. Koleżanki w pracy mogą prychać, kichać - mnie to nie ruszy. Ale jak dziecko coś przytarga - murowane chorowanie. A niestety - u mnie wali w zatoki momentalnie.

      Usuń
  9. Obecność męża pożądana, wszak bywa użyteczny o ile sam nie choruje ;) Mąż chory to dopiero wyzwanie...
    Pozdrawiam i zdrowia życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż na szczęście to odrębny gatunek, nie mający nic wspólnego z biadolącym chorym chłopiną - na szczęście. To ja się robię upierdliwa, marudząca i jęcząca :) bowiem nienawidzę kataru i jak mnie łamie w kościach. Wolę być chora "na prawdę", a nie głupio zaziębiona. Ni to pies, ni wydra, ni to leśna kuropatwa.

      Usuń
  10. No proszę, jaka ta drug połowa pierwszej potrzebna...
    Czasami i jesień i przeziębienie się przyda - tak ot do przytulania
    to zdrowia i przytulania życzę
    http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
    http://kadrowane.bloog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak śniadanie do łózka to nie jest źle. Zmiany ciśnienia strasznie mnie dołują. Mam nadzieję, że już lepiej? Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest lepiej, powoli się oczyszcza, do piątku jeszcze antybiotyk. Zmiany ciśnienia są masakryczne - co drugi-trzeci dzień boli z rana głowa :(

      Usuń
  12. No? Polepszyło Ci się już z powrotem czy nadal się pieprzy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pieprzy się Frau, pieprzy na całego :(

      Usuń
  13. No to u mnie jest to samo, siedzę i walczę z wirusem, a że odejśc nie chce jutro do lekarza pójść muszę. Pozdrawiam:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój wirus skończył się niestety antybiotykiem, bo wlazł w zatoki i zrobił zapalenie. Minęło 1,5 tygodnia, a zatoki nadal się oczyszczają. Więc jak widać - antybiotyk był potrzebny.

      Usuń