Muszę przyznać się do czegoś... Obejrzałam teledysk Nataszy Urbańskiej... I Michała Wiśniewskiego też...
Jestem pod nieustającym wrażeniem tej "twórczości". Chyba można by użyć słowa "sztuka"?.
Według wikipedii, sztuka to dziedzina działalności ludzkiej uprawiana przez artystów. Nie istnieje jedna spójna definicja sztuki, gdyż jej granice są redefiniowane w sposób ciągły, w każdej chwili może pojawić się dzieło, które w tejże definicji się nie mieści.
I trudno się nie zgodzić! Ani rolowanie, ani filiżanka, nijak mi się nie mieszczą, tyle, że ja się mogę nie znać, gdyż marny ze mnie odbiorca sztuki.
Ponoć pani Natasza chciała wyśmiać obecne czasy, pęd za lajkami, imprezowanie i robienie z siebie koncertowych słodkich idiotek. Przynajmniej tak to tłumaczy po wywołaniu niezłej burzy w necie.
Niedawno taką burzę wywołał utwór "Słowianie", ale nie wiedzieć czemu - zdecydowanie go wolę, od opisanych powyżej. Ambitny to on też nie jest, ale tutaj przynajmniej ironia jest widoczna od razu i nie trzeba wszystkiego wyjaśniać w telewizjach śniadaniowych. A kawałek podoba się również zagranicą. Co więcej! Rozumiem słowa piosenki! Nie potrzebuję translatora, wyjaśnień, słyszę wyraźnie, co pani Cleo śpiewa! Jeśli mam być szczera, to wolę, żeby nas Słowianie promowali u naszych sąsiadów, niż Rolowanie... Bowiem po wysłuchaniu kawałka pani Nataszy czułam się jakbym doznała "braindemolejszyn"(R)*.
I tak, będąc na fali nowopoznanych utworów, postanowiłam napisać piosenkę o zimie na podkarpaciu, której do niedawna nie było. Jak na mój gust - tekst nie jest gorszy od promocji porcelany i dobrej zabawy na imprezie. Brzmi on tak: (śpiewać na nutę "huhu ha, nasza zima zła", wersja rozszerzona)
Huhu Ha! huhu ha! Nasza zima zła!
leje deszczem, mrozi lodem,
źle się jeździ samochodem!
źle się chodzi chodnikami!
lud wywija kulasami!
śniegu! – woła, śniegu! – krzyczy
na saneczki! – dziecko ryczy
a tu ni ma, błotne górki…
zima leci sobie w kulki…
Huhu Ha! huhu ha! Nasza zima zła!
* wszystkie prawa zastrzeżone, słowo mojego autorstwa