Ze mnie jest kawał cholery. Nie da się ukryć. Charakteru to mi nie brakuje, rogata dusza jestem. Jak się spieszę, to się stresuję i irytuję, gdy mi ktoś przeszkadza, staje na drodze. Potrzebuję w takich sytuacjach odrobiny ciszy, wtedy wszystko działa jak w szwajcarskim zegarku. Nie lubię tylko jak mnie ktoś z rytmu wybija. Bo wtedy rytm mi się miesza i pojawia się irytacja. Bo w całym tym swoim chaosie to ja jestem dość poukładana. Taki uporządkowany nieład. I jak coś robię, to robię. Proszę mi się nie kazać czesać warkoczyków, gdy mam łeb w wannie i wycieram włosy, albo nie wołać "kupa!!!" w połowie kreski na oku. Bo wtedy wzdycham i mogę warknąć "zaraz". A jeśli sytuacja ma miejsce o 6.00 - to tym bardziej. Mój małżonek jednak oczekuje, że o tej porze będę słodka jak miód, jak do rany przyłóż, oaza spokoju. A se przyłóż - tylko uważaj, żebyś się gangreny nie nabawił :P Nie umiem - po prostu nie umiem. Jak się sprężam i mam listę spraw do zrobienia rano, to je robię, a nie zastanawiam się nad życiem i nie przysiadam na kanapie w celu popatrzenia jak się ubiera dziecko (no, ubieraj się kochanie, bo się nam spieszy), zamiast na ten przykład iść w drugim pokoju pościelić łóżko. Słodka żona zajmie się wszystkim. Zaraz po tym jak sobie strzeli poranną końską dawkę prozacu, a w pracy golnie pół kilo persenu forte. Normalnie będę uśmiechnięta i szczęśliwa żejapierdu... Jest taka zasada - jak kogoś swędzi, to nie mówi się mu "nie drap", bo swędzi jeszcze bardziej. To samo się odnosi do choleryków - "nie denerwuj się tak" odnosi zgoła odwrotny skutek. Najlepiej jest zignorować.
Uzupełnienie po wieczornym bieganiu.
Powinnam biegać codziennie. Bieganie dobrze robi wszystkim dokoła, ze mną samą na czele :) Tylko jakoś muszę wzmocnić kolana... bo na starość nogi mi odpadną.
Jeżeli ja się spieszę, bądź mam wszystko zorganizowane na styk, to pod żadnym pozorem nie można do mnie mówić nic! A już zabronione jest pod groźbą kary cielesnej- zadawanie pytań.
OdpowiedzUsuńTeż jestem cholerykiem i powiedzenie mi (gdy działam w swoim rytmie i nie mam czasu)- nie denerwuj się, powoduje toczenie piany i chęć mordu!
Oraz muszę się przyznać, że ogólnie rzecz biorąc, z rana to ja jestem mało sympatyczna;-)
Nawet nie wiesz, jak mnie cieszy ten komentarz :))))
Usuńano właśnie, ze mną jest tak samo... rano biegam, szykuję, zwijam się jak w ukropie, w swoim ustalonym rytmie... a Mąż leży w łóżku i po raz kolejny powtarza: "jeszcze pięć minut, kochanie..." ja przez te "pięć minut" to już bym pięć razy to łózko pościeliła... i miała z głowy :)
OdpowiedzUsuńŁoj, mój już się nauczył, że leżeć bezczynnie nie wolno :) Nie da się zaprzeczyć, że stara się mi pomóc, tylko czasem ciut na opak
UsuńZdaje się, że to po dziadku jestem choleryczką. Szlag trafia mnie błyskawicznie, po czym następuje gigantyczne, acz krótkie spięcie, potężne wyładowanie (rozdupcam jakiś przedmiot o ziemię, ciskam czymś w kogoś itp.) - i spokój, z powrotem jest fajnie :) Słaszałam, jak Nieletnia rozmawiała kiedyś z koleżanką, która uważa mnie za zajefajną matkę. Nieletnia uświadomiła ją, że owszem, poczwórnie zajefajna jestem, ale "z drugiej strony potrafi być straszna" :) Fakt, rzadko mi się to zdarza, ale potrafię i jak mnie trafi potężny szlag, to wykonuję taki armageddon, że Nieletnia przez tydzień nie oddycha i chodzi 30 cm nad podłogą.
OdpowiedzUsuńhahaha, do rozdupcania się nie posuwam, nauczyłam się już opnanowywać, ale dawniej... jakaś poduszka, drobny przedmiot.... zmieniał nieco miejsce położenia ;)
Usuń"Nieco"... :)))
Usuńcoś wiem o tym, żeby nie mówić cholerykowi, żeby się uspokoił :)))) Ja jestem cholerykiem i jak to słyszę, to chcę gryźć człowieka, który wypowiada te mądre słowa :)))
OdpowiedzUsuńAle z wiekiem uczę się. Uczę się spokoju, cierpliwości. Bo wiem, ze dzieciństwo szybko mija, że chciałoby się powspominać to pierwsze wiązanie bucików, to pierwsze zapinanie guzików, ale się wie, że tego nie ma, bo był pośpiech i stres, bo było pokrzykiwanie, zeby prędzej i prędzej.... pomyślałam sobie, że bywamy milsi dla obcych, niż dla bliskich.... teraz to wiem... dlatego korzystam z wiedzy :)) czego i Tobie życzę :*
sztuki cierpliwości uczę się, uczę, uczę... idzie mi nawet, nawet. Postępy zrobiłam, ja to widzę, mąż - różnie bywa... Tego mi chyba brakuje.
UsuńOj cierpliwości to się całe zycie uczymy ;-)
OdpowiedzUsuńMnie chyba po cześci uczy jej praca, ale tez miewam napady choleryczne ;-)
No ale ja ognisty znak zodiaku jestem, nic na to nie poradzę, Strzelce tak mają ;-)
O, to Ty jak Nieletnia - Strzelec jesteś!
OdpowiedzUsuńWidzę, że tu wyścig trwa, kto pierwszy odpisze :D
UsuńNie było to moim zamiarem, ale jeśli miałby to być jakiś wyścig, to... pierwszy w moim życiu :) Jestem osobą wybitnie nielubiącą się spieszyć (spóźniać też nie!).
Usuńhehe, bo równocześnie w sumie pisałyśmy :)
UsuńJa też strzelec i strzelecka natura ma :D Coraz więcej wspólnego mamy Sharo :)
OdpowiedzUsuńDzień dobry. Znalazłam Pani adres do bloga na onecie i pomyślałam, że poczytam Ciekawie Pani pisze. i jednej mądrej rzeczy nauczyłam się z tej notki. Jak Pani chce to może zajrzeć do mojego bloga
OdpowiedzUsuńprzyszlosc-zaczyna-sie-dzisiaj.blogspot.com
Zapraszam.
Bratnia jesteś dusza, przynajmniej dla mnie. Zobacz! Swój swego znajdzie. Rogata dusza inną rogaciznę na pewno!
OdpowiedzUsuń:)))
Usuń