W dniu dzisiejszym moje młodsze dziecko skończyło 3 lata. Synuś, życzę Ci, żebyś zawsze przebojem szedł przez życie, tak jak to robisz teraz. Żebyś zawsze miał w sobie niewinność i szczerość dziecka, nawet i przede wszystkim w dorosłym życiu. Żeby Ci nigdy nie zabrakło niczego, żebyś był szczęśliwy pełnią szczęścia i pełną gębą.
Jak się miałeś rodzić, 17 grudnia, to była zima, ale taka zima.... jak obecnie na Podlasiu :) Do szpitala szłam na kontrolne KTG na piechotę większość drogi, bo miasto było niemal sparaliżowane. Oczywiście KTG nie wykazało nic (a to było aż dziwne, bo się przekopywałam przez zasypane chodniki ze 2-3 km co najmniej), więc wybrałam się wieczorem na spacer. Skończyłam ten spacer w szpitalu, 3 godziny później. Przeleżałam całą noc, rano próbowano Cię wygonić, ale nie pomogło. Skończyło się na sali i cc. Byłeś w tym dniu jedynym chłopakiem na oddziale - rodzynek. Czarowałeś panie stażystki i lekarkę. I tak Ci zostało do dzisiaj. Czarujesz nas każdego dnia, a ja Ci wielu rzeczy odmówić nie umiem. Systematycznie ponoszę małe porażki pedagogiczne :) I mimo, że niezłe ziółko z Ciebie rośnie - co dzień większe, to i tak bym Cię nie zamieniła na nic innego na świecie. Sto lat, Młody!
wtorek, 18 grudnia 2012
poniedziałek, 17 grudnia 2012
dostałam nagrodę!!!
Zostałam wyróżniona. Nie jestem przekonana, czy zasadnie, wrodzona skromność każe mi lekko zaoponować, zarumienić się, pochylić głowę, a jednak mimo to się cieszę jak dziecko z lizacka :)
Nagrodziła mnie Frytka, Thunderstorm i Malawiart. Bardzo dziękuję i spieszę zamieścić to trofeum w galerii.
Zasady zabawy:
Nominować blogi, które według mnie zasługują na wyróżnienie.
Poinformować blogerów, o tym, że są nominowani.
Podziękować blogerowi, który mnie nominował.
Dołączyć nagrodę na swoim blogu.
Tak więc - podziękowałam oraz nagrodę zamieszczam. Teraz czas na nominacje. Ponieważ zabawa zatacza dość szerokie kręgi, pozwolę sobie się ograniczyć. Wymienię z imienia (kolejność zupełnie przypadkowa) kilka, a reszta? A reszcie poniżej :)
Miśka - za to, że twardym trzeba być, a nie miętkim, że daje radę, mimo, że łatwo nie jest. I zawsze znajdzie chwilkę, by pogadać i miłe słowo rzec.
Shara - za głębsze spojrzenie na rzeczywistość i sprawianie, że się zastanawiam, w chwilach, gdy tego nie planowałam robić ;)
Zante - za poczucie humoru, dosadność i ironię oraz sarkazm, wcale nie ukrywany :)
Nagrodę przyznaję wszystkim pozostałym blogom i blogerom, ponieważ sprawiają, że dzień robi się fajniejszy. Za całokształt, za poczucie humoru, za życzliwość, ostry język, za możliwość podyskutowania w komentarzach. Za to, że mam co czytać :)
piątek, 14 grudnia 2012
nie ma mnie
...i na razie nie będzie chyba. Podróżuję po swoim skrawku Polski. Jutro lekko sapnę, zrobią zakupy, pójdę na mecz (oby Resovia wygrała, bo inaczej mnie mąż więcej nie zabierze). W poniedziałek - alergolog i delegacja, wtorek - delegacja (tym razem Kraków - po raz drugi), środę - delegacja. A potem? Zastanowię się, jaki mamy aktualnie dzień tygodnia oraz jak się nazywam. I doczekam do soboty, aby ruszyć z przygotowaniami wigilijnymi (znaczy włączę się w pomoc mamie).
Młoda ma problemy skórne :| ruszyło grzanie, ruszyła krtań (dopiero co mi wyszła ze stanu zapalenia), a teraz od tygodnia walczymy ze swędzącymi nogami i kaszą, która jej wyskoczyła, którą drapie i trze. Wczoraj w ruch poszły emolienty, bo kuźwa, nie wiem, jak inaczej. Moczyła tyłek w wodzie z emulsją ze 20 minut prawie. Pani w sklepie zamówiła mi balsamik do ciała dla dzieci z AZS - powinien być w poniedziałek. Miałam próbkę - jest okej, ładnie się wchłania, nie pachnie, jest bardzo delikatny.
A w młodego diabeł wstąpił - chyba egzorcystę zamówię, bo się cholernik zrobił z niego straszny. Cokolwiek mu zabronimy lub zrobimy inaczej - ryk. Na szczęście jesteśmy na to odporni i włączamy totalnego "ignora". Diablę drze się z 10 minut, potem mu przechodzi. Ale zrobił się ostatnio strasznie niedobry. Niech świadczy o tym fakt, że coś podsłuchał gdzieś i wczoraj wołał do mnie "jeteś gupia!".... oczy miałam jak pięć złotych, jak to usłyszałam, młody dostał ochrzan (że nieładnie, mamusię serduszko boli, jest mi przykro) i mamusię przepraszał od razu sam z siebie "nie ciałem, mamo". Albo zwracam uwagę, żeby tak nie robił, bo się uderzy, bo nie wolno, bo zniszczy i słyszę "cicho! nie gadaj mnie". Ręce momentami opadają i mam ochotę udusić.
W przyszłym tygodniu opiszę Wam, jak przebiegała wizyta u dentysty... komedia normalnie.
P.S. pozwolę sobie siebie dodać - udały mi się ostatnio zakupy :D to się pochwalę :D Sukienka ma jeszcze łatki na łokciach i jest przemiła w dotyku. Nieskromnie mówiąc - dobrze się w niej czuję :)
Młoda ma problemy skórne :| ruszyło grzanie, ruszyła krtań (dopiero co mi wyszła ze stanu zapalenia), a teraz od tygodnia walczymy ze swędzącymi nogami i kaszą, która jej wyskoczyła, którą drapie i trze. Wczoraj w ruch poszły emolienty, bo kuźwa, nie wiem, jak inaczej. Moczyła tyłek w wodzie z emulsją ze 20 minut prawie. Pani w sklepie zamówiła mi balsamik do ciała dla dzieci z AZS - powinien być w poniedziałek. Miałam próbkę - jest okej, ładnie się wchłania, nie pachnie, jest bardzo delikatny.
A w młodego diabeł wstąpił - chyba egzorcystę zamówię, bo się cholernik zrobił z niego straszny. Cokolwiek mu zabronimy lub zrobimy inaczej - ryk. Na szczęście jesteśmy na to odporni i włączamy totalnego "ignora". Diablę drze się z 10 minut, potem mu przechodzi. Ale zrobił się ostatnio strasznie niedobry. Niech świadczy o tym fakt, że coś podsłuchał gdzieś i wczoraj wołał do mnie "jeteś gupia!".... oczy miałam jak pięć złotych, jak to usłyszałam, młody dostał ochrzan (że nieładnie, mamusię serduszko boli, jest mi przykro) i mamusię przepraszał od razu sam z siebie "nie ciałem, mamo". Albo zwracam uwagę, żeby tak nie robił, bo się uderzy, bo nie wolno, bo zniszczy i słyszę "cicho! nie gadaj mnie". Ręce momentami opadają i mam ochotę udusić.
W przyszłym tygodniu opiszę Wam, jak przebiegała wizyta u dentysty... komedia normalnie.
P.S. pozwolę sobie siebie dodać - udały mi się ostatnio zakupy :D to się pochwalę :D Sukienka ma jeszcze łatki na łokciach i jest przemiła w dotyku. Nieskromnie mówiąc - dobrze się w niej czuję :)
poniedziałek, 10 grudnia 2012
Minął kolejny rok...
Minął, nie da się zaprzeczyć. Jestem o rok starsza. Z tej okazji życzę sobie:
- 10 ton cierpliwości - po piąteczce na dzieciaka, żebym mniej drażliwa była, gdy dom rozwalają, gdy się kłócą, gdy latają z ciągłymi skargami "aonmito" i "aonamito" - prawie jak po japońsku. Na męża już nie chcę, bo się zaczynam przyzwyczajać. A on też się wyrabia - są tylko pojedyncze wyskoki, kiedy przydałoby się pakiet cierpliwości poszerzyć.
- wygranej w totka - najlepiej podczas kumulacji, a co! życzę sobie :D Nie żeby pieniądze dawały szczęście, ale na pewno życie ułatwiają. Paroma banieczkami nie pogardzę :)
- zdrowia sobie życzę - dla dzieci, męża i siebie też, dokładnie w takiej kolejności, jak wymieniłam. Dzieci - wiadomo, mąż - ktoś na ten kram musi robić, a ja - no ktoś tym w końcu musi sterować i mieć kontrolę! Inaczej się zawali.
I w ogóle, i w szczególe, życzę sobie, aby nadal było nie gorzej niż jest - "lepiej" mile widziane, ale powiedzmy sobie szczerze - jest dobrze. I niech nadal trwa :)
- 10 ton cierpliwości - po piąteczce na dzieciaka, żebym mniej drażliwa była, gdy dom rozwalają, gdy się kłócą, gdy latają z ciągłymi skargami "aonmito" i "aonamito" - prawie jak po japońsku. Na męża już nie chcę, bo się zaczynam przyzwyczajać. A on też się wyrabia - są tylko pojedyncze wyskoki, kiedy przydałoby się pakiet cierpliwości poszerzyć.
- wygranej w totka - najlepiej podczas kumulacji, a co! życzę sobie :D Nie żeby pieniądze dawały szczęście, ale na pewno życie ułatwiają. Paroma banieczkami nie pogardzę :)
- zdrowia sobie życzę - dla dzieci, męża i siebie też, dokładnie w takiej kolejności, jak wymieniłam. Dzieci - wiadomo, mąż - ktoś na ten kram musi robić, a ja - no ktoś tym w końcu musi sterować i mieć kontrolę! Inaczej się zawali.
I w ogóle, i w szczególe, życzę sobie, aby nadal było nie gorzej niż jest - "lepiej" mile widziane, ale powiedzmy sobie szczerze - jest dobrze. I niech nadal trwa :)
piątek, 7 grudnia 2012
mikołajowy wk.....
Znaczy irytacja. I nie wywołana mikołajkami, ale czymś, co nie sądziłam, że mi się przydarzy. A mianowicie dyskryminacją. Jestem w trakcie poważnych rozmów i negocjacji, latamy z szefową na spotkania, omawiamy możliwości współpracy, warunki, tworzymy maile, oferty, wszystko staramy się na czas wyliczyć i opisać, omówić. Aż tu nagle dochodzi do konfrontacji - my i 3 panów, w wieku starszym. Mamy się dogadać, bo będą naszymi dostawcami. Efekt? Guzik. Panowie nas zignorowali. Bo jesteśmy kobietami? Bo wyglądamy młodo? Bo jesteśmy młodsze od nich? Bo wyglądamy dużo młodziej niż mamy w rzeczywistości w dowodzie? Bo z kobietami się nie negocjuje tylko wymaga? Stawiają nam takie warunki, których spełnić nie mamy szans, kwestionując do tego nasze kompetencje i poddając w wątpliwość doświadczenie. Złości mnie, bo od ich "fochów" zależy to, czy uda się współpracę nawiązać. Wkurza mnie to. Do tej pory czytałam o takim rodzaju dyskryminacji, dzisiaj po raz pierwszy się z nim spotkałam osobiście... Ech... Sprawa będzie miała swój finał pewnie w poniedziałek. A ja wracam do roboty i zabiegania, wyjazdów, z których wrócę przed Wigilią.
niedziela, 2 grudnia 2012
niedziela? już?
Dopiero co piałam, że poniedziałek, że zajętość mnie nadal ogarnia, a tu już niedziela się niemal skończyła!!! Szok. Tydzień jakoś przeleciał, a weekend - szkoda gadać. W sobotę rodzinna imprezka (osiemnastka), w niedzielę zaś matka się wypuściła... na zakupy. Poszłam od razu po otwarciu sklepów, gdy jeszcze było cicho i spokojnie. I wybrałam mniejszą, mniej uczęszczaną galerię. Dostałam na urodziny kasę (tak w sumie tuż przed urodzinami) z zaznaczeniem, że wreszcie mam wydać na siebie i coś SOBIE kupić. Nie było łatwo, ale wydałam, a za namową mojej mamy wydałam wszystko! Szok nr 2, z którego ciężej się otrząsnąć. Porobiło mi się takie coś, że nie wydaję na siebie, bo w głowie uaktywnia się przelicznik - dentysta młodego, składka w szkole, strój na gimnastykę, lekarstwo, moja szczepionka na uczulenie (tak! nareszcie się będę odczulać! od stycznia). I tym sposobem, nawet jeśli dostanę jakąś stówkę, to ona się "wchłania" w budżet domowy. A dzisiaj zrobiłam wyjątek. I nie wiem, czy dobrze, ale trudno się mówi, słowo się rzekło, kobyłka u płota, a dokładniej dwie kiecki w szafie. Kurde, ładne są i świetnie w nich wyglądam! Postaram się ich nie oddać :) W przyszłym tygodniu pewnie raczej się nie odezwę, bo będę miała tyle rozrywki, że się po tyłku nie poskrobię, jak zaswędzi. Zaczynają się świąteczne wizyty z prezentami u klientów. Wszystkie posty czytam, tylko nie zawsze zaznaczam obecność :)
poniedziałek, 26 listopada 2012
poniedziałek
Mecz - wygraliśmy, przeciwnik na kolanach, wygrałam piłkę do siatki (rzucali w publiczność) - przypadkiem chyba, albo za karę - zamiast bowiem patrzeć na boisko, to się za ojcem rozglądałam i o mało nie dostałam w głowę. Mąż przytomnie złapał mi nad głowę, podczas gdy ja się odruchowo zasłaniałam. W każdym razie mam piłkę i mam z nią iść we czwartek na fitness - przed zajęciami mam pozbierać autografy od wszystkich. Zobaczymy, czy się odważę. Mam teorię, że ta piłką była rzucona po to, żebym się przestała na boki rozglądać i patrzyła na boisko. No to patrzyłam. I tak się wgapiałam, że nie zauważyłam, że mi z coli pryska - się kurna zalałam cała prawie (co za dziad mi wstrząsną butelką?!).
Młoda dostarczyła nam atrakcji w postaci dziwnych i tajemniczych odgłosów - wstała w sobotę i huknęła, niczym z armaty. Obudziła cały dom. A to tylko kaszelek ją dopadł. Kaszelek został dzisiaj rano zdiagnozowany jako zapalenie krtani i spowodował lawinę wydarzeń. Lekarz, odwołanie basenu oraz jej nieobecność podczas pierwszego w karierze występu z grupą gimnastyczną. Oraz przymusowy urlop w domu jednego z rodziców, tym razem na ochotnika zgłosił się tatuś.
Sobota minęła nam również na rozglądaniu się za prezentami dla dzieci. Połaziliśmy po sklepach i popatrzyliśmy na zabawki, żeby jakiś pomysł podłapać. Mamy dwóch chrześniaków, mikołaja, gwiazdkę i urodziny Młodego! Z nim problemu nie ma, bo jego byle resorak ucieszy. Gorzej z młodą. Żeby było fajne i w rozsądnej cenie. Dziecko bowiem póki co, zażyczyło sobie smartphona i tableta (niedoczekanie!) oraz 2 zestawy barbie, radośnie dodając, że się ograniczyła, co do ilości rzeczy (buhahahaha, szkoda, że nie do wartości).
W niedzielę robiliśmy NIC. Zagraliśmy rodzinnie w monopol, niestety mamusia ogłosiła bankructwo, bo albo lądowała w więzieniu, albo płaciła wszelkie możliwe kary i mandaty, albo stawała na parcele z domkami i nie miała z czego płacić... Porażka....
Młoda dostarczyła nam atrakcji w postaci dziwnych i tajemniczych odgłosów - wstała w sobotę i huknęła, niczym z armaty. Obudziła cały dom. A to tylko kaszelek ją dopadł. Kaszelek został dzisiaj rano zdiagnozowany jako zapalenie krtani i spowodował lawinę wydarzeń. Lekarz, odwołanie basenu oraz jej nieobecność podczas pierwszego w karierze występu z grupą gimnastyczną. Oraz przymusowy urlop w domu jednego z rodziców, tym razem na ochotnika zgłosił się tatuś.
Sobota minęła nam również na rozglądaniu się za prezentami dla dzieci. Połaziliśmy po sklepach i popatrzyliśmy na zabawki, żeby jakiś pomysł podłapać. Mamy dwóch chrześniaków, mikołaja, gwiazdkę i urodziny Młodego! Z nim problemu nie ma, bo jego byle resorak ucieszy. Gorzej z młodą. Żeby było fajne i w rozsądnej cenie. Dziecko bowiem póki co, zażyczyło sobie smartphona i tableta (niedoczekanie!) oraz 2 zestawy barbie, radośnie dodając, że się ograniczyła, co do ilości rzeczy (buhahahaha, szkoda, że nie do wartości).
W niedzielę robiliśmy NIC. Zagraliśmy rodzinnie w monopol, niestety mamusia ogłosiła bankructwo, bo albo lądowała w więzieniu, albo płaciła wszelkie możliwe kary i mandaty, albo stawała na parcele z domkami i nie miała z czego płacić... Porażka....
Subskrybuj:
Posty (Atom)
